29/07/2019

Ewa

Odkrywamy Lubelszczyznę wracając do wakacyjnych wspomnień z dzieciństwa…

Odkrywamy Lubelszczyznę wracając do wakacyjnych wspomnień z dzieciństwa…

Kochani wracamy z naszym projektem- Odkrywamy Lubelszczyznę! Ah, jak za tym tęskniliśmy. Dopóki nie wsiedliśmy na rowery, nie zapieliśmy dzieci w przyczepkach i nie ruszyliśmy przed siebie chyba nie wiedzieliśmy nawet jak bardzo! Dziś ruszamy szlakiem wspomnień z naszego dzieciństwa. Wracamy do naszych wakacyjnych szaleństw, chcąc pokazać dzieciom wszystko to, co jest na wyciągniecie ręki, tuż obok, za rogiem…

W tym sezonie ciągle coś nam stało na przeszkodzie żeby ruszyć… A to pogoda nie taka bo upały, bo burze takie, że po 3 alerty wpadały na telefon dziennie a to znowu choroba dziewczyn, gorączki, te sprawy… a to budowa, a to praca… w końcu postanowiliśmy zaplanować podróż. Kiedy mieliśmy obcykaną trasę, która poprowadziłaby nas wszystkich przez piękne okolice, trzy jeziora, lasy, łąki i pola dziewczynki zachorowały. Stroje kąpielowe zostały wypakowane z plecaków a my czekaliśmy znowu na odpowiedni moment żeby ruszyć z projektem.

Kiedy teraz, w niedzielę obudziło nas przepiękne słońce a termometr wskazywał z rana prawie 30-tkę stwierdziliśmy, że upalny weekend to kiepska pora na podróże związane z jeziorami. Nad wodą zapewne były tłumy a wybraną przez nas trasę będą pokonywać zapewne dziesiątki ludzi. Nie o to nam chodzi w tym projekcie… Momentalnie zapaliła nam się lampka, że to ostatni moment na wypad poza miasto ale… nie nad wodę! To ostatni moment żeby pokazać dziewczynkom przepiękne polne drogi, żniwa, kombajny… klimaty, które otaczały nas, kiedy to my byliśmy dziećmi.

Moje dzieciństwo a już na pewno wakacyjny okres kojarzy mi się właśnie z takimi klimatami… Pomimo tego, że bardzo często wyjeżdżałam na obozy harcerskie czy zorganizowane kolonie, praktycznie w każde wakacje jeździłam do babci na wieś. Do tej pory wspominam te cudowne czasy. To tam jeździliśmy na pola, tam obserwowałam żniwa, tam robiliśmy ogniska, zrywaliśmy truskawki… To tam jedliśmy najlepsze marchewki, pomidory czy ogórki. To tam piliśmy świeże mleko od krowy, biegaliśmy boso po łąkach i wspinaliśmy się na wozy ze słomą…

Na Lubelszczyźnie przecież nie brakuje właśnie takich klimatów. Co roku staram się pokazać dziewczynkom namiastkę tamtej wsi, którą ja pamiętam ze swoich czasów… Postanowiliśmy więc skorzystać z okazji i pokazać dziewczynom piękno przyrody, które mamy na wyciągnięcie ręki. Zobaczcie wczorajsze kadry z naszego wypadu „za miasto”.

Projekt Odkrywamy Lubelszczyznę w swoim zamiarze ma odkrywać i przed nami i przed wami zakątki tej części Polski. Nie raz będą to miejsca dobrze wam już znane ale zapewne nierzadko będziemy odkrywać przed wami takie, których do tej pory nigdy nie widzieliście. Chciałabym aby były to miejsca również typowo seoznowe czyli z polem słoneczników, kwiatów, miejsca na piękne sesje czy rodzinne wycieczki.

Tym razem po obejrzeniu naszego Stories odezwało się do mnie momentalnie 5 osób 🙂 2 osoby pytały gdzie jesteśmy bo chciały zrobić w tym miejscu przy balach sesje ślubne, jedna osoba szukała do zdjęć ciekawego pola z kukurydzą, inna chce pojechać dokładnie tą samą trasą rowerem ze swoją rodziną a moją siostrę cioteczną, która jest fotografem zachwyciło miejsce kiedy pokazywałam wam zachód słońca. Mam nadzieję, że skorzysta z polecania bo zdjęcia mogą wyjść tam naprawdę wyjątkowe 🙂 Dziś takich odpowiedzi wysłałam ponownie 7 a przecież nie było jeszcze nawet wpisu na blogu.


To właśnie po to powstał ten projekt- jego celem jest odkrycie pięknych zakątków Lubelszczyzny, bliższych, dalszych- nie ważne- takich, które nas zachwycą, zainspirują lub do czegoś zmotywują.


Mam nadzieję, że dzisiejsze zdjęcia będą dla was ciekawą relacją z naszej wczorajszej przygody. Dla nas to było cudowne, rodzinne popołudnie pełne niesamowitych opowieści, wspomnień ale i nauki. Tatko opowiadał dziewczynkom o napotkanych zwierzątkach, mama wspominała wakacje spędzane u babci a dziewczynki korzystały ze wszystkich napotkanych atrakcji, Śmiechu i radości nie było końca!

A teraz zobaczcie to w poniższym skrócie:

Szykujemy się do podróży. Zazwyczaj jest tak, że do jakiegoś miejsca dojeżdżamy samochodem a potem z wybranego punktu ruszamy dalej. Tak było i tym razem. Kiedy Tatko rozkładał przyczepki Weehoo dziewczynki znalazły sobie rysujące kamienie i zajęły się malowaniem 🙂

 

Naszym puntem wyjazdu było miejsce, gdzie jakiś czas temu robiliśmy sesję w makach 🙂 Tak nam się wtedy spodobało to miejsce, że postanowiliśmy sprawdzić co kryje się „za rogiem”…

Tak właśnie wygląda świat przez różowe okulary:

 

Początek i koniec naszej wyprawy to wieczny wyścig 🙂 Kto pierwszy ruszy, kto zobaczy coś szybciej… kto dojedzie pierwszy do mety 🙂

Z daleka wypatrzyliśmy już cudowne bale ułożone na stosie. Ależ to był widok! Dziewczynki nie mogły doczekać się aż dojedziemy do tego punktu!

Jesteśmy na miejscu!

Obowiązkowe zdjęcie rodzinne! Korzystamy wtedy ze statywu- to najlepszy przyjaciel w takich sytuacjach 🙂

Taaaakie cudooo nam wyszło!

 

Tatko nie mógł wytrzymać- wspiął się na samą górę a potem machnął nam taką fajną fotkę! Zobaczcie jakie piękne widoki!

Za taty przykładem musiała pójść każda jedna…

Koniecznie chciały fotkę we trzy 🙂 Domci toootanie nie uśmiechało się zejście haha

Było super ale czas odkryć dalsze zakątki naszej trasy!

Na mnie takie widoki robią zawsze wrażenie. Cisza, spokój, cudowna sielanka… uwielbiam!

Mamo, Tato kukurydza!

 

Siła sióstr! Nie potrafię czasem opisać ich relacji! Musiałam to po prostu ująć w kadr!

Kolejny przystanek. Znacie smak mirabelek? Matkooo, od razu przypomina mi się dzieciństwo!

Te z ziemi smakują oczywiście najlepiej. Po jednej każdy i jedziemy!

Po kilku kilometrach…

Zobaczcie foto poniżej! Kto to wyszedł nam na przeciw? To był niesamowity BONUS wczorajszej przygody! Zdjęcie wyszło nam niewyraźnie natomiast zabrakło nam czasu na jakiekolwiek przymiarki. Po chwili czmychnęły z powrotem do lasu 🙂 Takiego bliskiego spotkania z naturą dziewczynki jeszcze nie miały!

Musieliśmy chwilę zboczyć bo ta dróżka zapowiadała się bajecznie!

 

Potem postanowiliśmy wrócić tą samą trasą!

O zachodzie słońca takie widoki robią jeszcze większe wrażenie! Przystanek obowiązkowy!

To było cudowne, niedzielne popołudnie. Wrażeń nam nie zabrakło. Odkryliśmy wspólnie cudowne miejsca pokonując kolejne, rodzinne kilometry. Nie możemy doczekać się kolejnej wyprawy a muszę wam zdradzić, że mamy już upatrzone dwie wspaniałe trasy! Do następnego!

Projekt Odkrywamy Lubelszczyznę tworzymy wraz z Weehoo

lubelszczyzna lublin na rowerach projekt odkrywamy lubelszczyznę weehoo

Zobacz również

O nas

Witaj na najpopularniejszym blogu rodzinnym na Lubelszczyźnie.
Nasz blog to lifestylowy blog rodziny wielodzietnej, która pewnego dnia postanowiła spełnić swoje marzenia a to miejsce ma być początkiem tej niesamowitej historii...
Witaj na blogu Ewy, Łukasza, Kingi, Weroniki i Dominiki - rodziny, która dzięki temu miejscu odkryła wspólne pasje i zainteresowania.

Scroll Up