MIESZKANIE NA STANCJI- CO DENERWUJE NAS W WYNAJMOWANYM MIESZKANIU.

Dziś chciałabym poruszyć temat, który spędza sen z powiek wielu młodym ludziom, którzy zaczynają swój start w dorosłość. Marzenie o własnym mieszkaniu czy domu to nie zawsze przyjemny temat. Droga do osiągnięcia tego celu może być naprawdę nieprzyjemną częścią naszego życia czasem wręcz cel wydaje się nie do osiągnięcia. Mimo wszystko uważam, że dzięki swojej ciężkiej pracy, determinacji i chęci możemy ten los odmienić. Ale to wszystko wymaga również czasu.

Jak większość młodych par po ślubie mieliśmy okazję zderzyć się z rzeczywistością. Nie dostaliśmy żadnego spadku, żadnej działki czy mieszkania na start. O dostaniu kredytu również nie było mowy. Taka sytuacja albo ułatwia ludziom życie albo zwyczajnie rozwiązuje ich problem już na starcie. My nigdy nie mieliśmy o to specjalnych pretensji do losu. Wiedzieliśmy jednak, że będziemy musieli znaleźć taką drogę, która doprowadzi nas jednak kiedyś do spełnienia marzeń o własnym M.

Było więc i mieszkanie u teściowej i meldunki w mieszkaniach wynajmowanych. I dziś pod lupę weźmiemy właśnie to drugie rozwiązanie- stancje.

Co NAS w nich denerwuje i dlaczego tych rzeczy jest więcej niż tych, które nam pasują?

Przede wszystkim kasa– co miesiąc płacimy komuś pieniądze, które nie są ani żadną inwestycją ani spłatą naszego kredytu. I to chyba boli najbardziej. Wnętrza wynajmowanych przez nas mieszkań nigdy nie były takie jak byśmy tego chcieli albo sami urządzili. Owszem możemy wiele pozmieniać, dorobić, dokupić ale to znowu wiąże się z inwestowaniem w coś, z czego potem rezygnujemy, w coś co potem zostawiamy. Zresztą, nie po to wynajmujemy żeby komuś urządzić mieszkanie. Bo o ile możesz kupić sobie dzbanek, kanapę, stół, który potem zawsze możesz zabrać „na swoje” o tyle nie zmienisz już raczej parkietów, starych pawlaczy (u nas o zgrozo są!), nie wymienisz mebli kuchennych czy wanny. No chyba, że cię na to stać, nas nie. Poza tym pamiętaj, że wszystkie większe zmiany zdecydowanie należy konsultować z wynajmującym. Nasza kuchnia totalnie odciąga mnie od kuchennych eksperymentów, nasz korkowy przedpokój z pawlaczami to istna zmora a na nasze porysowane parkiety nie można już patrzeć. Ktoś może tu powiedzieć, że zawsze możemy wynająć mieszkanie dobrze, ładnie urządzone, takie, które będzie w naszym stylu- jasne, moglibyśmy tylko, że takie mieszkanie kosztować będzie już dwa razy więcej więc po pierwsze nas na nie nie stać po drugie nie chciałabym wydawać na wynajmowanie mieszkania tak dużej kasy skoro muszę myśleć o tym, że kiedyś, za coś trzeba kupić coś swojego. Mam więc w głowie oszczędzanie. I o ile kiedyś sporo zmieniałam w wynajmowanych stancjach żeby poczuć się w tych wnętrzach lepiej,  tak teraz, od kiedy mamy działkę i budujemy dom szkoda nam każdego grosza na inwestowanie w to miejsce. Zdecydowanie wolę odłożyć na nasze.

Druga sprawa to to, że ludzie takich mieszkań nie szanują co nas bardzo denerwuje bo uważam, że mieszkając u kogoś powinniśmy mu jednak okazać szacunek i dbać o to miejsce, w którym spędzimy jakąś część naszego życia.

Możemy też narzekać na wynajmującego, sąsiadów i okolicę. U nas akurat nigdy nie było to problemem. Od urodzenia mieszkamy tu gdzie teraz więc okolice znamy wszystkie bardzo dobrze. Obecnie mieszkamy również w bloku, w którym mieszkają moi rodzice więc nadal czuję się tu jak u siebie. Do tego znamy wszystkich sąsiadów i nigdy nie było z nimi żadnych problemów. Te kwestie zawsze mieliśmy super dograne- czy to kiedyś czy tym bardziej teraz.

Ostatnią bardzo ważną dla nas kwestią jest chyba to, że w wynajmowanym mieszkaniu nigdy nie możesz poczuć się jak u siebie. Kiedyś może mniej na to zwracaliśmy uwagę. Nie było dzieci więc cieszyliśmy się samym mieszkaniem we dwoje. Wtedy nie liczyły się dla nas mury a samo bycie razem. Od kiedy jednak pojawiły się dzieci a człowiek walczy o to aby miały jakieś fajne wspomnienia, aby czuły się dobrze w miejscu,w  którym mieszkają, w pokoikach, w których śpią, bawią się i przebywają takie rzeczy przeszkadzają nam co raz bardziej.

Natomiast… !

Dziś jednak uważam, że nasza sytuacja i tak jest już mega komfortowa. Mamy już swoje miejsce na ziemi, na którym właśnie budujemy swój wymarzony dom. Dom, w którym za jakiś czas będzie nam dane zamieszkać. Nie będzie już tułaczek, opuścimy w końcu cudze mury a kasę będziemy inwestować w coś co już na zawsze będzie nasze!

Dziś więc w takim wynajmowanym mieszkaniu z dnia na dzień wkurza nas co raz więcej rzeczy ale jednocześnie te rzeczy mają już dla nas co raz mniejsze znaczenie bo oczami wyobraźni widzimy już NASZ DOM- MIEJSCE IDEALNE POD KAŻDYM WZGLĘDEM. BO NASZE. WŁASNE.

A ty? Wynajmujesz? Mieszkasz z teściami? A może cieszysz się już właśnie tym SWOIM?

  • Wielopokoleniowo 3

    Ja już jestem na takim etapie życia, że cieszę się swoim 😉

  • Hmnnnnn też mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu i je kochałam. Mam do niego ogromny sentyment. Wydaje mi się, że wybór jest tak wielki, że można znaleźć coś dla siebie. Poza tym ludzie raczej dbają o mieszkania, bo też chcą na nim zarabiać. Różnie to bywa. My właśnie od tego zaczęliśmy z mężem. Choć wówczas byliśmy parą z 6 miesięcznym stażem. Wynajęliśmy kawalerkę. Meble kupowaliśmy sami, ale nie wiele. TO była wersja minimum. Owszem kuchnia nie była moja, ale kochałam to mieszkanko. To było nasze gniazdko. Z dala od rodziców. Nasze pierwsze „własne”. Ciężko było, bo nic nie dostaliśmy od rodziców. NIe stać nas było na deskę do prasowanie. Heheh co miesiąc coś dokupowaliśmy 🙂 kosztem innych rzeczy. Ale fakt teraz mieszkamy we własnym. Nie jest fajnie płacić komuś od tak. Spłacać czyiś kredyt. Acz mam znajomych, którzy od lat tylko wynajmują i nie myślą o swoim.

  • Mieszkałem na stancjach przez całe studia i mam dobre wspomnienia z tego sposobu zamieszkiwania, 😉