PORÓD RODZINNY- RODZIĆ RAZEM CZY OSOBNO- JEJ ZDANIEM

Dzisiejszy wpis podzielimy na dwie części. Chcemy poruszyć go pokazując sprawę zarówno z perspektywy kobiety jak i mężczyzny. Chcemy także napisać o jego wadach i zaletach oraz opowiedzieć wam o swoich odczuciach i doświadczeniach dotyczących takiego rozwiązania i tej wielkiej chwili. Jak widzimy to nadal bardzo ważny i przewijający się temat dlatego tak bardzo zależy nam na tym abyście poznali nasze stanowiska w tej sprawie. Abyście poznali naszą historię.

Jak wiecie, spodziewamy się właśnie naszej trzeciej córki. A to oznacza, że dokładnie za niecały miesiąc czeka nas wielkie wydarzenie- poród. Czy tym razem zdecydujemy się na poród rodzinny? Jak wyglądały dwa wcześniejsze? Czy warto zdecydować się na poród rodzinny? Czy jestem za? Poznajcie dziś moje zdanie.

Czy jako kobieta jestem za porodem rodzinnym?

Zdecydowanie TAK. Każdy nasz poród to poród rodzinny, w którym uczestniczył Łukasz.

Czy ustalaliśmy to rozwiązanie? Czy o nim rozmawialiśmy?

NIE. Poród rodzinny był dla nas tak naturalną koleją rzeczy, że nigdy nie siedzieliśmy i nie poświęciliśmy na taką rozmowę ani chwili. Była to dla nas tak oczywista kwestia, że faktycznie nie musieliśmy jej jakoś specjalnie ustalać. Ja wiedziałam, że Łukasz przy tym porodzie chce być. On czuł, że ja tego potrzebuję. Oboje mieliśmy wspólną wizję tej chwili- taką, przemyślaną dosłownie „od zawsze”.

Każdą ciążę, już od jej samego początku przeżywaliśmy wspólnie. Długie rozmowy, wspólne wizyty u ginekologa, chodzenie na badania, wspólne szykowanie wyprawki… O każdym momencie szczerze rozmawialiśmy, całą ciążę mogłam liczyć na jego wsparcie, wyrozumiałość czy pomoc. Był i jest mocno zainteresowany tematem. Lubi się angażować i faktycznie czułam to zainteresowanie na każdym etapie obu ciąży. Trzecią ciążę przeżywamy może bardziej na spokojnie. Wszystko wydaje się być takie naturalne, znajome. Może też więcej mamy na głowie więc ta uwaga rozkłada się na różne kwestie naszego życia rodzinnego. Choć tu także muszę zaznaczyć, że mając za sobą już 37 tygodni ciąży nigdy nie poczułam się w niej samotna.

Dlaczego jestem ZA porodem rodzinnym?

Przede wszystkim uważam, że pomimo tego, że to my, kobiety nosimy w swoim ciele te cud, że to my przeżywamy wszystkie dolegliwości ciąży a koniec końców to również my musimy urodzić dziecko, to życie temu dziecku dajemy mu my- rodzice- kobieta i mężczyzna. Dlaczego więc czekając na to życie 9 miesięcy miałoby być przywitane na tym świecie w pierwszych sekundach swojego życia wyłącznie przez mamę? Dlaczego ON miałby nie uczestniczyć w tak ważnej chwili swojego życia? Chwili tak ważnej dla kobiety, którą kocha?

Dlaczego mamy zabrać mu tą możliwość? Bo nie chcemy żeby widział jak się męczymy? Bo nie chcemy żeby widział jak ogromny jest to wysiłek? Bo się boi? Bo nie lubi widoku krwi? Bo ciężko będzie mu potem spojrzeć na rodzącą jak na piękną, sexowną, pełną uroku i wdzięku kobietę? Takie opinie krążą w internecie, mediach, takie zdania słyszymy kiedy o tym rozmawiamy. A czy my lubimy ten widok? Czy my chcemy przeżywać ten ból? Czy nam jest wtedy łatwo? Nie.

Jestem zdania, że tak ważna chwila- kiedy wasze dziecko, WASZE pojawia się na świecie, kiedy możecie zobaczyć je po raz pierwszy, usłyszeć pierwszy płacz, dotknąć, przytulić, powinna być wspaniale scalającym momentem w waszym wspólnym życiu. Takie chwile to jedyny w swoim rodzaju cud, który jest wam dany przeżyć, którego możecie doświadczyć. Pamiętaj, ten moment nigdy się nie powtórzy. Nigdy już nie będzie taki sam.

Poza tym uważam, że MASZ DO TEGO PRAWO- masz prawo być przy narodzinach swojego dziecka. Zdarza się bowiem, że to kobieta prosi o brak obecności partnera podczas porodu. Bo się wstydzi, bo się boi, bo nie chce żeby widział ją w takim stanie. Nie bądźmy egoistkami. Tata jest tak samo ważny jak mama. On też ma prawo uczestniczyć w tak ważnej chwili swojego życia, życia swojego dziecka.

Nigdy nie zapomnę naszej drogi do szpitala. Tego jak momentalnie zareagował na moje skurcze. Wziął torbę, kluczyki i jak pojechaliśmy widząc już, że tak długo wyczekiwana chwila właśnie nadeszła. Kiedy dojechaliśmy to on zgłosił mnie jako rodzącą, pomógł wjechać windą na górę, trzymał wszystkie manatki. To on odpowiadał za mnie na pytania kiedy ja nie miałam sił wypowiedzieć jednego zdania. To on pomagał mi wszystko naszykować na sali porodowej. To on chodził ze mną po sali szpitalnej. To on przytulał kiedy chwile te wydawały się już nie do przejścia.

Co dała mi więc obecność męża podczas porodu?

Przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Poczucie, że przechodzimy przez kolejny etap naszego życia razem. Poczucie, że doświadczamy czegoś wyjątkowego co jeszcze bardziej nas do siebie zbliża. Trzymał za rękę, pomagał przy zmianie pozycji, podawał wodę, zwilżał usta… Takie małe gesty a muszę powiedzieć wam, że w takiej chwili były one dla mnie na wagę złota. Sama jego obecność, samo patrzenie na niego dodawało mi sił. Widziałam jak mocno przeżywa ten moment, widziałam jego pierwsze łzy radości. Chwili kiedy powiedział „kocham Cię” widząc na świecie już nasze dzieci nie zapomnę nigdy. Nigdy nie zapomnę widoku kiedy wziął Kingę czy Weronikę po raz pierwszy na ręce. Nigdy nie zapomnę jego słów pocieszenia, wsparcia czy wyznania miłości. Nigdy już nie będą takie same. Były jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe, tak silne jak nigdy przedtem.

Poza tym to jemu mogłam powiedzieć tam dosłownie wszystko. Czułam, że mogę go złapać mocniej za rękę, krzyknąć czy powiedzieć jak mi ciężko. Czułam, że to on rozumie mnie na tej sali najbardziej mimo wspaniałego wsparcia całego zespołu. Wiedziałam, że zna mnie jak nikt inny więc będzie wiedział kiedy na prawdę przechodzę kryzys, że będzie wiedział samoistnie, w którym momencie jak się zachować. I tak też było.

Nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy miałoby go wtedy zabraknąć. W dwóch najważniejszych momentach naszego życia. Myślę, że to właśnie wtedy narodziła się także ta niesamowita więź pomiędzy ojcem a dzieckiem a ja poczułam jego miłość i wsparcie w taki sposób, którego nikt nie jest w stanie powtórzyć. Mogliśmy być z siebie dumni. To dało mi poczucie tego, że mam obok faceta, na którego czekałam od zawsze a moje dzieci takiego tatę, jakiego mogłam sobie tylko dla nich wymarzyć. Czy to mało?

Dziś mam świadomość, że on nie zrobił tego tylko dla mnie. Nie był tam ze mną wyłącznie po to abym to ja się czuła z tym dobrze. On inaczej nie wyobrażał sobie tej chwili. Nie dopuszczał możliwości, że nie będzie w pierwszych sekundach życia swoich dzieci obok. Że sam nie przeżyje tej chwili, że świadomie z niej zrezygnuje. I to tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że trafiłam na faceta, z którym chcę iść przez życie.

Przeżyliśmy dwa rodzinne porody. Czy tym razem mogłoby być inaczej? Oczywiście, że nie. Razem czekamy i razem przywitamy naszą córkę na tym świecie.

Dziś podzieliliśmy się z wami naszą historią i moimi odczuciami. Już wkrótce będziecie mogli przeczytać jak wyglądała sytuacja z perspektywy Łukasza. Być może powie wam coś, czego ja, kobieta nie mogę wam powiedzieć. Tymczasem jesteśmy ciekawi waszych historii i waszego zdania na ten temat. A ty? Jesteś ZA?