PORÓD RODZINNY- BYĆ CZY NIE BYĆ- JEGO ZDANIEM

Poród rodzinny- jedni się na niego decydują, inni mają wątpliwości. Kilka dni temu mogliście poznać ten temat z perspektywy mojej żony- kobiety. Dziś to ja, jako facet chcę zabrać głos w tej sprawie i opowiedzieć wam o takim rozwiązaniu z perspektywy faceta, z perspektywy kogoś, kto przy porodzie był już dwa razy…

Podobno to faceci w większości sytuacji nie chcą być przy porodzie. Podobno boją się, nie lubią widoku krwi, czują się wtedy bezsilni. Są też przypadki, że to jednak kobieta nie chce się zdecydować na takie rozwiązanie- bo się krępuje, bo się boi się, że partner się napatrzy, obrzydzi czy do niej zniechęci.

W moim przypadku nie zastanawiałem się nawet sekundy. Od zawsze powtarzałem sobie, że chce być przy narodzinach moich dzieci, że chcę być wtedy przy swojej żonie. Nie wyobrażałem sobie, że mogę ją zostawić w Sali Porodowej i zwyczajnie czekać na korytarzu. Chciałem żebyśmy mogli przeżywać to razem.

Opowiem wam więc jak ja, jako mężczyzna to przeżyłem, a byłem przy 2 porodach żony.

Pierwszy poród dla Ewci był bardzo męczący. Zaczął się o 8 rano, a dopiero o godzinie 18 przewieźli ją na salę porodową. Razem z nią przekroczyłem próg Sali. Była tam z nami położna, pielęgniarka i lekarz. Na początku było w miarę okej. Akcja zaczęła się pół godziny potem, po magicznym „zaczęło się”. Wspierałem, mówiłem do niej, trzymałem za rękę, podpierałem plecy, pomagałem zmienić pozycję. Co chwila zwilżałem jej usta, szeptałem na ucho dobre słowo, przypominałem o oddechu (tak, szkoła rodzenia przypomniała się szybko). Stresowałem się jak cholera ale to ją musiałem wpierać. Wszystko co robiłem to był NIC w porównaniu z tym co przechodziła ONA. Myślę jednak, że nawet te małe gesty bardzo jej wtedy pomagały. Wiem, że czuła moje wsparcie, cieszyła się moja obecnością. Cieszyliśmy się, że dane jest nam przechodzić przez to razem. O godzinie 19 przeżyłem szok! Ewa parła z całych sił a ja patrzyłem na jej brzuch, który raptownie się zapadł. Usłyszałem tylko „jest”, a po chwili płacz…Ryczałem jak głupi. Takich łez szczęścia się nie zapomina. To ja- TATA zobaczyłem ją pierwszy! Nigdy nie zapomnę słów Ewy: „pokażcie mi ją, pokażcie mi ją, chce ją zobaczyć”- mówiła to przez łzy niewyobrażalnego szczęścia. Położna przecierała w tym samym czasie maleństwo. Położyli Kingę na Ewie… oboje spojrzeliśmy na siebie i się popłakaliśmy. Nie mogłem powstrzymać łez radości, to wspomnienie na zawsze zostanie już ze mną…

Drugi poród był z całkiem inny od poprzedniego. O 6 rano obudziło mnie głośne „zaczęło się”! Ja zaspany, szybko się zebrałem, pomogłem Ewie się ubrać, torby w rękę i do auta. 6:15 byliśmy w szpitalu. Po badaniu zabrali Ewę natychmiast na porodówkę. Wszystko działo się tak szybko. Nawet się nie obejrzałem jak zrozumiałem, że stoję w tym samym miejscu co 3 lata temu… nic się nie zmieniło- ta sama sala, taki sam sprzęt i znowu my. Ok. 7:00 położna odzywa się do mnie „coś pan zbladł”. Czułem, że jakoś mi słabo ale nie chciałem wyjść na mięczaka. Położna powtórzyła „ jakiś pan blady wszystko ok.?” Odparłem: Trochę źle się czuje ale to nie przez poród żony, tylko jak tak mam ze jak wstanę i nic nie zjem na śniadanie to po godzinie mi niedobrze… Minęło 5 minut jak Pani położna (zresztą cudowna i mega profesjonalna osoba) podeszła do mnie oddając mi swój jogurt. Do tej pory śmiejemy się z tej sytuacji. Ona rodzi, on je. Moment wróciłem do sił, wstałem i powiedziałem „możemy rodzić”- na co wszyscy zareagowali śmiechem. I jak za pierwszym razem powtarzałem te same czynności- banalne ale dające kobiecie jedyne w swoim rodzaju wsparcie. Dla mojej żony było to niesamowicie ważne dla mnie oczywiste.

Pewnie część facetów chciało by się zapytać czy widok jest straszny. Nie! To widok jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, wyjątkowy.. Tak, nietypowy, inny, momentami wręcz nie do opisania bo każda taka sytuacja będzie inną historią. Z innymi ludźmi, innymi emocjami. Moim zdaniem miejsce facetów, nasze miejsce jest przy wtedy u boku kobiety rodzącej. Naszej kobiety, którą kochamy, z którą żyjemy, z którą wspólnie zdecydowaliśmy się na powiększenie rodziny, z którą będziemy wychowywać te dzieci i przeżywać wszystkie lepsze i gorsze chwile.

To czego nie chcecie widzieć nie zobaczycie. Zobaczycie jednak na pewno ten niesamowity wysiłek, którego nie da się porównać z żadnym innym. Zobaczycie też cud narodzin waszego dziecka. Przeżyjecie jedyny w swoim rodzaju moment, który nie powtórzy się już nigdy. Przeżyjecie chwile, których opisać słowami się nie da. Takie, które już na zawsze zostaną w Twojej głowie.Przecięcie pępowiny, pierwszy płacz, pierwsze kangurowanie, karmienie, pierwsze spojrzenie, dotyk… To wszystko takie jeszcze świeże, nowe, nieznane…  Polecą Ci łzy, coś mocno złapie za serducho. To dla takich chwil warto żyć! Szczerze więc zachęcam Cię do porodu rodzinnego. Do obecności. Do bycia… przy niej i przy nim… twoim dziecku. To niesamowita chwila, która was do siebie zbliży, wzmocni wasze uczucie, rozpocznie nowy etap waszego życia. Już nigdy nic nie będzie takie same.

Czy za drugim razem było lepiej, łatwiej, mniej stresująco? NIE! W takich chwilach wydaje Ci się, że przeżywasz prawdziwą jazdę bez trzymanki. Taką, która się już nigdy nie powtórzy. Decydujesz się na nią, boisz się jej, nie wiesz co Cię czeka a na koniec jesteś z siebie dumny, jesteś szczęśliwy. Nie zamieniłbyś jej na nic w świecie. Masz wrażenie, że przeżyłeś coś, czego nikt inny już nie przeżyje. To twoja chwila, twoje wspomnienie- tego nikt Ci nie odbierze. No chyba, że ty sam na starcie zrezygnujesz.

Przed nami wkrótce trzeci poród. Tam też zamierzam być. Wtedy też chcę ją wpierać, trzymać za rękę. Też chcę przywitać naszą córkę na świecie. Nie potem, nie zaraz ale w chwili jej narodzin.  To bezcenne. Uwierz mi.

Taaak, tym razem muszę koniecznie zjeść coś przed wyjściem 🙂