NIGDY NIE BAŁAM SIĘ MACIERZYŃSTWA… ALE… JAK TO?

Macierzyństwo Cię przeraża? Martwisz się, że sobie nie poradzisz, że zwyczajnie polegniesz, nie dasz rady? Że wszystko Cię przerośnie? Boisz się roli mamy? Tego, że zawiedziesz? A może przeraża Cię ilość obowiązków jakie na Ciebie czekają? Może musisz z czegoś zrezygnować? A może twoja ciąża była dla Ciebie totalnym zaskoczeniem i czujesz, że nie jesteś na nią gotowa? Poznaj dziś moją historię.

Do dzisiejszego wpisu zmotywowały mnie wasze wiadomości. Były to zarówno wiadomości od mam, które po raz pierwszy czekają na swoje maleństwo ale i takich, które po raz kolejny będą odkrywały swoje macierzyństwo na nowo. Dosłownie w każdym tygodniu dostaję choć dwa, trzy maile z pytaniem CZY SIĘ NIE BOJĘ, JAK SOBIE DAM RADĘ, JAK TO GODZĘ Z CAŁĄ RESZTĄ, JAK NIE ZATRACAM SIĘ W MACIERZYŃSTWIE lub CZY POTRÓJNE MACIERZYŃSTWO MNIE NIE PRZERAŻA… a kiedy odpisuję wam na te wiadomości dostaję kolejną… ZAWSZE z pytaniem ALE JAK TO? Dzisiejszy post będzie więc obszerną odpowiedzią na poprzednie, obecne ale i przyszłe wiadomości w tym temacie. Wtedy odeślę was właśnie do tego właśnie posta.

NIGDY NIE BAŁAM SIĘ MACIERZYŃSTWA.

Nie bałam się go wtedy kiedy dowiedziałam się, że jestem w pierwszej ciąży. Nie bałam się kiedy brzuszek robił się z miesiąca na miesiąc co raz większy, nie bałam się na jej końcówce ani wtedy kiedy pierwszy raz mogłam przytulić swoją córkę. Nie bałam się w szpitalu, nie bałam się po powrocie z niego. Nie bałam się ani pierwszych miesięcy ani pierwszych lat…

Nie bałam się macierzyństwa kiedy planowaliśmy drugą ciążę. Nie bałam się kiedy dowiedziałam się, że się udało. Nie przerażało mnie wtedy kiedy chodziłam w ciąży ani wtedy kiedy wyobrażałam sobie przyszłość z dwójką dzieci u boku. Macierzyństwo nie zawiodło mnie wtedy kiedy pojawiła się Weronika. Nie zawodziło do czasu kiedy pojawiła się myśl o trzecim dziecku.

Nie bałam się macierzyństwa kiedy podjęliśmy decyzję o posiadaniu rodziny wielodzietnej. Nie bałam się go w pierwszych miesiącach, nie boje i na końcówce. Nie przerośnie mnie również wtedy kiedy na świecie będzie z nami Dominika. Wiem to już dziś.

ALE JAK TO?

Pamiętacie wpis o niej? Jeśli nie to serdecznie zapraszam was najpierw do przeczytania wpisu z przed kilku miesięcy- TO ONA POMOŻE CI WYCHOWAĆ DZIECKO- KLIKNIJ TUTAJ

Jak to się dzieje, że nie pamiętam albo wręcz nie przeżyłam takiego momentu, który pozwoliłby mi niepewnie poczuć się w tej roli? Czy to w ogóle możliwe? Może to całkiem nietypowe, niemodne co piszę, może zupełnie w to nie uwierzycie, i tak może się zdarzyć. Bo większość się go boi, większość kobiet potrafi przerazić, za mocno zaskoczyć…

Z czego wynikają te obawy? Być może za często się obwiniacie, ponosicie porażki, być może stawiacie sobie za wysoko poprzeczkę. Zbyt wiele rzeczy was przerosło. Może zostałyście z tym same tłumiąc sobie za dużo złych emocji w sobie. Może nie miałyście na kogo liczyć w gorszych momentach, może nie miałaś się do kogo wtedy przytulić, kogo złapać za rękę. Może nie miał ci kto otrzeć łez kiedy tego potrzebowałaś… Nie wiem. Przyczyn może być całe mnóstwo a jedno jest tylko pewne- macierzyństwo to jedna, wielka niewiadoma. Ono będzie zaskakiwało się każdego dnia. I to nie zawsze pozytywnie.

Skąd więc biorę ten mój spokój?

Wiesz, że nigdy się nad tym jakoś specjalnie nie zastanawiałam? Wszystko działo się tak naturalnie, tak po prostu. Dopiero po którejś z kolei wiadomości od was zdałam sobie sprawę z tego, że nie wszyscy tak mają. Że ten strach, te obawy są po prostu problemem i to na wyższą skalę. Czy jestem więc lepszą matką od Ciebie? Absolutnie nie!

Pewnego wieczora siadłam i mocno skupiłam się na sobie i swoim macierzyństwie. Chciałam zagłębić się mocniej w ten temat i sama dojść do tego dlaczego tak jest. Dlaczego tak rzadko panikuję, dlaczego tak rzadko się boję…

Od zawsze ceniłam sobie wartości rodzinne. Uwielbiam chwile spędzone z rodziną. Cenię sobie chwile z rodzicami, rodzeństwem i ich rodzinami ale na maxa lubię też te kiedy jesteśmy tylko w swoim gronie- ja, Łukasz i nasze dzieci. Szukam takich chwil i okazji do spędzania takiego czasu jak najwięcej. Nie uciekam przed nimi. Czerpię radość z każdej przeżytej wspólnie chwili. Śmieję się kiedy coś nam się nie uda, nie wyjdzie jak powinno. Przecież nasza codzienność przed posiadaniem dzieci nigdy nie była perfekcyjna, bezbłędna, idealna. Dlaczego więc miała by być taka teraz?

Wiem, że nadejdą gorsze chwile albo takie, na które zwyczajnie nie mamy wpływu. Będą pierwsze łzy, pierwsze kolki i momenty, w których poczujemy się bezradne. Tego nie unikniesz choćbyś się starała z całych sił, przeczytała tysiące porad dla przyszłych rodziców i nasłuchała milion wskazówek uprzejmych koleżanek. Wiem, że nadejdą pierwsze kłótnie, pierwsze trzaśnięcie drzwiami albo pierwsza nocka dziewczyn poza domem. To naturalne sytuacje, których tak często się boimy. A pamiętasz te czasy kiedy ty byłaś nastolatką? Też na bank dawałaś czadu! Myślisz, że uchronisz swoje dzieci przed całym złem tego świata?? NIE ma takiej opcji!

Zawsze wiedziałam czego chcę. Wiedziałam jaką będę żoną i jakiego chcę mieć męża. Podział obowiązków na taki gdzie on- zarabia ona – zajmuje się domem i dziećmi nigdy nie wchodził w grę. Zawsze wiedziałam, że będę chciała realizować się zawodowo. Zawsze chciałam mieć swoją przestrzeń, w której pokażę na co mnie stać, z której będę czerpała radość i chęci do działania. Zawsze wiedziałam, że ON będzie musiał też czasem ugotować, posprzątać, zająć się dziećmi… Od zawsze wiedziałam, że nie poświęcę się całą sobą dla dzieci. To daje mi niesamowitą radość z życia, to mnie motywuje i sprawia, że jestem szczęśliwą… kobietą, żoną i mamą.

Partner. Zawsze mogę liczyć na jego wsparcie. Co by się nie wydarzyło wiem, że zawsze siedzimy w tym razem. Że możemy na siebie liczyć. Że jesteśmy obok siebie zarówno w lepszych jak i gorszych momentach. Przekonujemy się o tym bardzo często bo tak jak każdy mamy lepsze ale i gorsze momenty, które są jednocześnie sprawdzianem dla naszego związku. Wszystkie przeszkody pokonujemy razem. Przez wszystkie porażki przechodzimy razem. Każdą radość przeżywamy wspólnie. Do tego wspólna wizja przyszłości, wspólne cele a teraz i pasje… Dziel się obowiązkami z partnerem. Facet świetnie odnajdzie się również w tej roli, zaufaj mi. Tobie będzie lżej a jemu sprawisz tym ogromną radość. Nie jesteś od niego lepszym rodzicem. Dzieląc się obowiązkami lub wykonując je wspólnie będzie wam dużo łatwiej ogarnąć ten bajzel.

Nasz związek przeszedł wszystkie etapy jakby „po kolei”. To znaczy, że najpierw spotykaliśmy się ze sobą kawał czasu, potem dopiero był ślub, potem chwile kiedy mogliśmy cieszyć się wyłącznie sobą i swoim małżeństwem, potem dopiero pojawiły się dzieci… Wszystkie nasze ciąże były zaplanowane. Może to też sprawiło, że wiedziałam na co się decyduję, na to co mnie czeka. Wiedziałam, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje decyzje, które podejmujemy. Od razu wiedziałam, jakie wiążą się z tym obowiązki czy nawet wyrzeczenia. Wiem, że nie raz coś jest kosztem czegoś i tak było, jest i będzie- zupełnie mi to nie przeszkadza. Na wszystko był czas i miejsce. Wyszaleliśmy się, wybawiliśmy, czerpaliśmy radość z bycia we dwoje a potem przeżywaliśmy tą całą radość z założenia rodziny. To na pewno nie działa tak samo u każdego ale mam świadomość, że u nas na pewno przyczyniło się to do tego właśnie spokoju i braku obawy przed jakim etapem.

Zawsze wiedziałam, że moje dzieci będą miały rodzeństwo. Dobra, myślałam, że będziemy mieć dwójkę dzieci ale sami widzicie jak to się skończyło. Zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko! Świadomie wybraliśmy więcej obowiązków? Nie koniecznie taki był nasz tok rozumowania. Widzimy jak dziewczyny świetnie zajmują się sobą, widzimy ich wspólną zabawę, to jak mogą na siebie liczyć. Daliśmy im siebie! Rodzeństwo to wspaniała sprawa. Dziewczynki to nasze największe szczęście i największa duma. A zaraz będzie trzecia gwiazda 🙂 Pamiętasz wpis- Z DWÓJKĄ DZIECI JEST MI PROŚCIEJ, ŁATWIEJ I BARDZIEJ WYGODNIE. – KLIKNIJ TU ? No to teraz będzie już całkiem luzik.. żartuję 🙂 Ale coś w tym jest- mi na prawdę jest lżej z dwójką niż jak byłam z samą Kingą! Dzieci uwielbiają swoje towarzystwo, wymyślają wspólne zabawy, na które my-dorośli byśmy nigdy nie wpadli. Opiekują się sobą, pomagają sobie. Bardzo często dzięki temu właśnie zyskujesz czas dla siebie.

Mamy na kogo liczyć. Mamy do kogo zadzwonić, komu się wyżalić albo kogo poprosić o pomoc. Piszę tu o najbliższej rodzinie. Kiedy mamy problem od razu wiem do kogo mam uderzyć, kto mi pomoże i nie zawiedzie. To bardzo ważne również wtedy kiedy pojawiają się dzieci. Zawsze mamy z kim zostawić dziewczyny, kto pozwoli nam wyjść na szybką randkę albo nawet wyjechać na drugi koniec Polski bo my akurat chcemy spędzić weekend nad morzem z całą rzeszą innych blogerów 🙂 Taka pomoc to ogromne wsparcie. Macie czas na związek i chwile tylko we dwoje. Macie chwile na to żeby „odpocząć” od dzieci. I ta świadomość, że zawsze jest ktoś obok… kto nigdy nie zostawi cię w razie potrzeby. bezcenne.

Moja mama jest pielęgniarką a do tego wiele lat przepracowała właśnie na ginekologii. O mamo! Dziękuję Ci za taki los! W każdej ciąży czułam się jakoś tak bezpiecznie. Jak już coś mnie niepokoiło zawsze mogłam zapytać i liczyć na konkretną pomoc. Zawsze wiedziała gdzie, jak i do kogo pokierować. Poza tym każdy poród odbywał się w szpitalu, w którym właśnie pracuje. Znajome twarze dawały mi wewnętrzny spokój.

Oprócz tego wiele zawdzięczam samej sobie. Tak, sobie! Nie startuję w wyścigu na najlepszą mamę na świecie, nie czuję żebym musiała robić coś „pod publikę”, nie narzucam sobie rzeczy niemożliwych na głowę, nie czuję presji i nie robię sobie wyrzutów wtedy kiedy popełniam błędy albo wtedy kiedy zwyczajnie włączam kolejną bajkę po to żeby mieć chwilę spokoju albo chwilę na pracę nad blogiem. Nie słucham porad z kolorowych poradników, nie siedzę na forum dla rodziców, którzy potrafią się wyzywać, obrażać i wytykają sobie błędy rodzicielskie na każdym kroku. Potrafię pochwalić samą siebie. Potrafię docenić siebie i swoje starania. Czuję jednak, że kobiety w dzisiejszych czasach robią to sobie za rzadko albo nawet wcale. Wciąż chcą być lepsze, piękniejsze. Wciąż czują presję udowodnienia komuś czegoś. Wciąż rywalizują między sobą- ooo kiedyś nawet napisałam o tym wpis- kliknij i przeczytaj.

Pamiętaj szczęśliwa mama to szczęśliwa kobieta. Nie zapominaj w tym wszystkim o sobie. Zadbaj o siebie, swój spokój. Nie bierz wszystkiego na siebie. Daj sobie chwilę oddechu i zaufaj swojej intuicji. Idź swoją drogą, nie patrz na inne mamy. Być może ich życie, które widzisz i tak podziwiasz jest tylko pozorem, który może łatwo zmylić. Pamiętaj, to co właśnie przeczytałaś to jest moja historia. Twoja nigdy nie będzie wyglądała tak samo. To co działa u mnie nie zawsze zadziała u Ciebie i na odwrót. Pamiętaj, macierzyństwo jest największą i najpiękniejszą przygodą w naszym życiu ale nie jedyną! Nie możesz się jej bać, musisz stawić jej czoła, czerpać z niej radość i uwierzyć, że kiedyś za tym strachem jeszcze zatęsknisz bo wszystkie te chwile mijają nam bezpowrotnie.

CZY BOJĘ SIĘ MACIERZYŃSTWA? NIE! Gdyby nie ono nie byłoby tego miejsca, nie czytałabyś dzisiejszego posta a ja… nie byłabym szczęśliwą kobietą. To ono daje mi każdego dnia siłę, motywuje do stałego rozwoju i każe walczyć o swoje marzenia… To ono pokazało mi drogę i kierunek, w którym mam iść. To ono właśnie odkryło we mnie pasje, które dziś z dumą mogę realizować. To ono wzmocniło nasz związek i dało największe szczęście- rodzinę. Nie bój się, że nie dasz rady! To przecież właśnie ono daje Ci tą niesamowitą, jedyną w swoim rodzaju siłę!