WCIĄŻ BIEGNĘ PO SWOJE MARZENIA…

Kiedy składam ludziom życzenia zawsze życzę im marzeń. Nie tylko tych, które muszą, mają czy powinny się spełnić ale także tych odległych, tych które wydają się wręcz nieosiągalne. Mniejsze czy większe, łatwiejsze do spełnienia bądź zupełnie odrealnione- marzenia, bez których nie jesteśmy w stanie moim zdaniem żyć pełnią życia.

Pamiętacie wpis Życie zaczyna się po 30?. To dla mnie bardzo ważny, konkretny i mocno pozytywny wpis, do którego wracam bardzo często. Nie wiem jak to się dzieje ale ostatnio mimo mniejszych czy większych kryzysów, niezadowolenia, porażek, gorszych dni patrzę na świat przez różowe okulary. Bo to nie jest tak, że w tej chwili wszystko układa się po mojej myśli. Nie, nie. Wiele rzeczy mnie denerwuje, wiele spraw widziałabym inaczej. Zresztą, w chwili obecnej chciałabym być w zupełnie innym punkcie niż jestem teraz. Nie rozkładam jednak rąk, nie daję za wygraną, nie tracę czasu na narzekanie. Wolę myśleć, kombinować, robić coś, co zmieni ten stan. Bo ja już nie chcę czekać na „moment idealny”. I o ile Łukasz czasem te ręce rozkłada ja już szykuję mu 10 pomysłów na rozwiązanie danego problemu. Czasem te pomysły są szalone, bardzo często nawet ryzykowne…to fakt.

Nie znoszę nudy. Lubię i nie boję się zmian. Czasami wolę nie zastanawiać się nad konsekwencjami danej decyzji bo wiem, że kiedy będzie źle a moja wybrana opcja okaże się totalną klapą to ja wymyślę kolejną, która będzie już trafioną. Wiecie… wychodzę zawsze z założenia, że marzenia same się nie spełniają, marzenia się spełnia. Spełnia dzięki naszym chęciom, dzięki naszej pracy, dzięki temu, że je mamy i tym samym wyznaczamy sobie określone cele. Nie lubię ludzi…nie, może inaczej… ja ich po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem tych, którzy narzekają na brak pracy, wynajmowane mieszkanie, brak wakacji czy na to, że nie mogą kupić dziecku nowej zabawki z perspektywy kanapy i trzymającego w ręku piwa. Bo żeby coś mieć, trzeba też dać. Czasami trzeba się poświęcić, z czegoś zrezygnować, czegoś sobie odmówić… czasami trzeba zawalić nockę, więcej czy ciężej popracować. Czasami trzeba usiąść, pomyśleć, czasami zaryzykować.

Wiecie co… gdyby nie moja ryzykowana decyzja o zakupie działki, dziś byśmy jej nie mieli. Kosztowało nas to wiele wyrzeczeń. Zresztą, do dziś to odczuwamy. Łukasz zawsze mówi, że na tamten moment nigdy nie zdecydowałby się na taki ruch. Ja jednak wiedziałam, że albo teraz albo nigdy.

Kiedy byliśmy na Blog Forum Gdańsk mieliśmy okazję by pobyć tylko we dwóje, wybrać się na spacer i znaleźć się na totalnie bezludnej plaży 🙂 Kiedy zobaczyłam ten bezkres zrozumiałam, że to dopiero początek. To właśnie mój czas, to właśnie teraz czuję się szczęśliwa, to właśnie teraz dopiero czuję, że biegnę po swoje marzenia…

A mam ich całe mnóstwo… Tych totalnie swoich, dotyczących wyłącznie mnie, mojego życia, mojego szczęścia i tych, które dotyczą całej naszej rodziny. To właśnie ten czas kiedy czuję, że nie dam za wygraną, nie poddam się. Ba! Ja wyjdę na przeciw wszelkim trudnościom by osiągnąć to o czym marzę.

I nie za wszelką cenę ale pomimo wszystko… 

dsc_0204

dsc_0006

dsc_0056

dsc_0106

dsc_0147

dsc_0169

dsc_0172

dsc_0175

dsc_0186

dsc_0190

dsc_0213

dsc_0240

dsc_0274

dsc_0124           dsc_0293

Bluzka-Lorain

Kurtka- TUTAJ

Mata- TUTAJ

  • Ja nie przeapadam za zmianami, długo się do nich przyzwyczajam , ale lubię bardzo, gdy dużo się dzieje 🙂

    • Ewa

      Oj mam tak samo.. uwielbiam jak dużo się dzieje 🙂 Natomiast uwielbiam zmiany 😀

  • Pingback: JESIENNA CHANDRA? NIE DLA MNIE! - kayenn.pl blog parentingowy()

  • Jeśli nie są to radykalne zmiany, to lubię. Tych wielkich nie!
    Co do marzeń…nie boję się ich spełniać i robię to z rozkoszą.
    Pozdrawiam!!