GRAMY W JEDNEJ DRUŻYNIE dlatego nie mamy problemu „gorszego” rodzica.

Dziś trochę w temacie „gorszego” rodzica. Gorszej mamy, gorszego taty, tego, który nie pozwala i tego, który się jednak na coś godzi. My zdecydowanie gramy w jeden drużynie dlatego ten problem na chwilę obecną nas zupełnie nie dotyczy. Na szczęście. A dlaczego, sami zobaczcie…

Ile razy w swoim życiu słyszałaś, że jesteś złą mamą? No może już nie taką złą ale na pewno- gorszą. Bo tata jednak pozwolił na coś, czego ty wcześniej zabroniłaś. A tobie? Ile razy dziecko powiedziało, że nie jesteś fajnym rodzicem i ostentacyjnie poszło z tym samym pytaniem do mamy? Sytuacja znana zapewne większości.

U mnie w domu było raczej tak, że to tata był tym gorszym a mama z racji tego, że umiała przymknąć oko na pewne sprawy, tą do której się szło o coś prosić. Kiedy nie mieliśmy jeszcze dzieci bacznie obserwowałam więc jedną z par z mojej rodziny. Zawsze zgodni, uśmiechnięci, kochający. Kiedy dochodziło do spięć rodzice twardo stali za sobą murem. Dzieci nie miały szans nic ugrać. To zawsze dawało mi do myślenia. Wtedy też postanowiłam, że kiedy pojawią się u nas dzieciaki, chcę postępować tak samo. Tak samo, czyli jak?

A no tak, że ci rodzice zawsze bronili siebie nawzajem. Siebie, swoich racji, postanowień, zakazów, nakazów i ustaleń. Nigdy nie podważali swoich wypowiedzi przy dzieciach nawet jeśli jedno faktycznie myślało trochę inaczej. Jeśli coś już zostało powiedziane, coś zakazane, coś ustalone tak musiało zostać. Dzieci nie mogły podratować się drugim rodzicem bo wiedziały, że oboje, zgodnie twierdzą tak samo i u żadnego nic nie wywalczą.

Postanowiliśmy tą zasadę wprowadzić u siebie. Muszę przyznać, że sprawdza się fantastycznie. I nie jest tak, że zawsze się zgadzamy ze sobą. Nigdy jednak nie kwestionujemy swoich wypowiedzi przy dzieciach. Każde niedogadanie, każde odmienne zdanie rozważamy poza obszarem dzieci. Wtedy ewentualnie dochodzimy do jakiś kompromisów, z którymi idziemy do dziewczynek. Nie ma walki, nie ma krzyków „a mama to pozwoliła”, „a tata powiedział, że…”. Dzięki temu nie ma też kłótni między nami o tego typu sprawy. Zawsze czujemy swoje wsparcie i poparcie.

Jasne, zdarza się, że ktoś powie coś za szybko. Któreś się na coś zgodzi zanim ustali to z drugim rodzicem. Są to jednak mocno błahe sprawy. Zazwyczaj w tyle głowy zawsze mamy gdzieś tą zasadę, której chcemy się trzymać. Tej, która wiele spraw nam ułatwia, pomaga.

Tak, teraz jest nam na pewno łatwiej i prościej z racji tego, że sprawa głównie dotyczy naszej 4 letniej Kingi a samo pozwalanie na coś nie dotyczy mocno poważnych czy znaczących i mających wpływ na życie spraw. Gorzej będzie jak dziewczynki będą już nastolatkami, każda będzie miała swoje zdanie i swoje sposoby na podejście rodzica 🙂 ALE jeśli taką zasadę stosować będziemy „od zawsze” nam będzie łatwiej ją egzekwować a dzieci zwyczajnie się do niej przyzwyczają bo innej opcji już nie będzie.

A u was jak z tym jest? Macie problem „gorszego” rodzica bo jeden twardo trzyma się swoich zasad a drugi przymyka oko na pewne z nich? Kwestionujecie swoje wypowiedzi? Zaliczacie się do tych lepszych czy gorszych? Dajcie koniecznie znać.

dsc_0317

dsc_0333

 

 

  • Ela Gol

    No cóż…Chociaż bym się starała nie wiem jak czasami spieramy się przy Pauli.Wiem Nasz błąd .Ale błędy są po to by je naprawiać 🙂 Bywa,że gdy mama skarci tata przytuli.Ale rozmawiamy o tym.Przecieramy te szlaki.A gdy już chcemy coś wspólnie ustalić w sprawie córci to szeptem bądź jak jej niema bo taki 4-latek szybko rozgryzie co i o kim 🙂

    • Ewa

      Pewnie, że tak. Nikt nie jest nieomylny i każdy popełnia błędy. Najważniejsze to się na nich uczyć i wyciągać z nich wnioski 🙂

  • My niestety dość mocno się różnimy w kwestii wychowywania dzieci, ale pracujemy nad wspólnym frontem codziennie 🙂 codziennik-kobiety.blogspot.com

    • Ewa

      Najważniejsze, że się staracie 🙂

  • Rea

    Wychowywałam się w rodzinie gdzie rodzice zawsze się we wszystkim zgadzali. Wyniosłam z domu to jak oczywistość. Później nadeszło zderzenie z rzeczywistością i problem bo nie potrafiłam się kłócić, nie potrafiłam zrozumieć jak mąż może mieć na jakiś temat inne zdanie niż ja. Dobrze żeby dzieci jednak czasami zobaczyły że rodzice mają różne zdania i potrafią dojść kulturalnie do kompromisu 🙂

    • Ewa

      Nie no jasne, to oczywiste, że mamy rożne zdania na przeróżne tematy i tak być powinno natomiast kiedy twardo stawiam jakiś warunek, czegoś zabraniam lub stanowczo zakazuje nie wyobrażam sobie żeby mąż głośno powiedział przy dziecku ” nie masz racji”, „ja pozwalam”… itp. Tak jak napisałam, jeśli są jakieś uwagi to wyjaśniamy je między sobą. Pewnie, że każdy ma prawo głosu i prawo do swojego zdania 🙂

  • Wspaniałe postanowienie, obyście wytrwali jak najdłużej 🙂 Moi rodzice zawsze się wspierali, nie pamiętam, zeby kiedyś mieli różne zdania co do wychowania mnie i mojej siostry. Teraz to naprawdę doceniamy 🙂

    • Ewa

      Pewnie, wsparcie jest najważniejsze 🙂

  • Generalnie mamy jedno zdanie i nigdy nie zwracamy sobie uwagi przy córce 🙂 Nie kwestionujemy tego co mówi drugi, ale siłą rzeczy jestem tym „gorszym” rodzicem bo więcej wymagam 🙂

    • Ewa

      Haha no tak. Mama jak siedzi w domu z dzieciaczkami to zawsze ta co więcej wymaga, więcej zakazuje, nakazuje itp.

  • Staramy się z mężem razem podejmować decyzje i mówić jednym głosem, zwłaszcza w tych kluczowych sprawach, Jednak czasem mamy odmienne zdania i wówczas nie ma siły. Ale też wydajemy się to normalne, że nie zawsze się zgadzamy, ważne, by pokazać, iż mimo różnic szanujemy swoje zdanie. Niemniej zawsze w tych naprawdę istotnych sprawach zachowujemy wspólny front.

    • Ewa

      No i super. U nas jest tak samo mimo, że jeszcze mocno poważnych kwestii nie poruszamy ze względu na wiek dziewczynek. Nie są to sprawy wielkij wagi natomiast na pewno mają wpływ na naszą codzienność więc warto się wpierać nawzajem 🙂

  • Bardzo ciekawy post. Dzięki!

    • Ewa

      🙂

  • zgadzam się, że taki układ jest dla Was ale również dla dzieci najkorzystniejszy 🙂

    • Ewa

      Cieszę się 🙂

  • Myślę, że często to mama jest ta „gorsza”, bo nie pozwala, bo jest z dziećmi więcej i wie co i jak. A tatusiowie są rzadziej i chcą być bardziej na luzie albo po prostu nie wiedzą jakie zasady panują w domu, bo ich nie ma w nim zbyt wiele…

    • Ewa

      Wiesz co, i tu muszę się rzeczywiście zgodzić. Częściej ta łatka przyczepia się jednak biednej mamy 🙂