JESTEM PANTOFLARZEM!

Dziś chciałem poruszyć temat, który w męskim gronie przewija się bardzo często. Zarówno wtedy kiedy masz jeszcze dziewczynę jak i wtedy, kiedy jesteś już i mężem i ojcem. Chodzi o świadomie a może właśnie nie świadomie wypowiadane określenie, które pada z ust Twojego kumpla. Jednych denerwuje, innych śmieszy, jedni się nim przejmują, inni olewają. Jego zadaniem zdecydowanie jest wyśmianie drugiej osoby, pokazanie swojej wyższości, niezależności.. a może wręcz męskości?

Pamiętam czasy kiedy miałem 18 lat… Nie miałem wówczas żadnych zobowiązań… miałem za to mnóstwo czasu i serio, czułem, że mogłem robić co tylko chciałem. Kiedy tylko miałem ochotę wychodziłem spotkać się ze znajomymi, na piwko lub na imprezę. Byłem panem samego siebie i sam decydowałem o tym co zrobię teraz, za chwilę, jutro, za miesiąc… Podjęcie jakiejś decyzji zajmowało mi parę sekund. Każda propozycja wywoływała natychmiastową odpowiedź. Nie musiałem się nad niczym zastanawiać, niczego analizować. Wszystko było takie proste..

Z biegiem czasu jednak wszystko się zmieniło. Zacząłem spotykać się z Ewą a chwilę potem okazało się, że to ta jedyna- kobieta na całe życie. Mimo życia we dwoje wciąż mieliśmy cały ogrom czasu na wypady ze znajomymi, szalone, spontaniczne akcje czy imprezy. Po jakimś czasie imprezy trochę stawały się rutyną, czymś od czego chciało się czasem odpocząć. Mimo zgranej ekipy zdarzało się, że na prawdę chcieliśmy pobyć sami ze sobą. Często odmawiało się wtedy jakiegoś wyjścia czy wyjazdu.

Wtedy właśnie bardzo często słyszałem to określenie- „pantoflarz”!

Mimo wszystko działało to na faceta. Wtedy… działało. Często chcąc udowodnić, że tak nie jest doprowadzałem do sytuacji kiedy jasne, z kumplami było super ale z Ewą już nie. Wieczór z kumplami szybko wtedy mijał a dalsze życie w związku z kobietą, z którą przecież chciałem spędzić resztę życia miało trwać…zawsze, do końca. Wiedziałem, że obie sprawy można jednak pogodzić. Powoli jednak zdawałem sobie sprawę, że pewne sytuacje wymagają wyboru. Czasem zwyczajnie takiego, który zadowolić może tylko jedną stronę.

Po ślubie zdaliśmy sobie sprawę, że dużo się zmieni, oboje zresztą tego chcieliśmy. Powoli zaczynałem również czuć tą odpowiedzialność- za nas, na nasze życie, za naszą przyszłość.

Potem przyszła pora na pierwsze dziecko, drugie…trzecie. Z każdym miesiącem, z każdym rokiem przybywało nam różnych obowiązków. Życie skłaniało do różnych wyborów, decyzji, za którymi stała odpowiedzialność. I to jest to kluczowe słowo- ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Jako facet, mąż i ojciec musisz ją poczuć. Musisz mieć jej świadomość.

Jasne, teraz już nie mam tyle czasu na wyjścia i imprezy. Mam za to obowiązki i zobowiązania, na które jednocześnie sam się zdecydowałem. Jest mi z tym dobrze. Zawsze chciałem mieć rodzinę, dzieci, takim dom jaki właśnie wspólnie tworzymy.

Wiecie, ostatnio zadzwonił do mnie kumpel, który przyleciał z Anglii i chciał wyciągnąć na piwko. Jasne, że miałem ochotę. Jasne, że chciałem. I tak, często już mu odmawiałem więc kiedy powiedziałem, że dam znać za 30 minut bo za tyle będę w domu po pracy w słuchawce usłyszałem docinki innych- „żona go nie puści”, „pantoflarz”.

Nie miało to dla mnie znaczenia. Zdawałem sobie sprawę, że muszę wrócić do domu i na spokojnie zobaczyć jak sytuacja, co mamy zaplanowane albo czy coś zwyczajnie nam nie wyskoczyło. Na tym polega wspólne życie, szacunek do osoby, z którą to życie dzielisz. Kiedy wróciłem do domu okazało się jednak, że obie dziewczynki leżą z gorączką. Tak, znowu musiałem odmówić ale wiecie co? Wtedy też poczułem się mega dobrze sam ze sobą.

Kolejną sprawą jest to, że mając trójkę dzieci mam wobec nich zobowiązania, na które sam się świadomie zdecydowałem. Wiedziałem, że tak to będzie wyglądać. Nie mogę sobie ot tak powiedzieć „kochanie wyjeżdżam z chłopakami na weekend jakoś sobie radźcie…” W domu są choroby, przeziębienia, niespodziewane akcje, których nie jesteś w stanie nie raz przewidzieć. Wtedy nie możesz odpuścić. Musisz być. Wtedy nie ma czasu na piwo, wyjścia, imprezy, treningi. Wtedy masz być przy tych, którzy cię potrzebują! W takiej sytuacji też jestem pantoflarzem? Okej, mogę nim być bo mi to wcale nie przeszkadza. Świadomie podporządkowuje swoje życie żonie i dzieciom i jestem dzięki temu szczęśliwy. Czasami zwyczajnie muszę odpuścić. Dziś już nie muszę niczego nikomu udowadniać. Dziś mam czuć się dobrze sam ze sobą. Muszę się czuć dobrym mężem, ojcem, facetem a potem chcę być dobrym kumplem.

Ostatnio zastanawiałem się jak często w męskim gronie używane są te docinki w przypadkach gdy jeden z chłopaków nie wyjdzie na piwko, nie pójdzie na trening lub nie przyjdzie na spotkanie. Doszedłem do wniosku, że docinanie sobie w ten sposób to coś co jest nagminne. Ale wiecie co? Najczęściej docinają Ci, którzy są zwyczajnie sami. Bardzo często tacy, którzy chcą wyjść na mega niezależnego faceta przy kumplach a w rzeczywistości takimi nie są, bardzo często tacy, którym wcale się nie układa w życiu z żoną czy w życiu rodzinnym, mega często tacy, którzy właśnie przez to, że zawsze SĄ dla tych kumpli, NIE MA ich dla nikogo innego!

Czy jestem pantoflarzem? Wydaje mi się że nie, bo jeżeli branie pod uwagę zdanie mojej żony, czy zapytanie się jej czy mamy jakieś plany na konkretną godzinę bo mam taką czy inna propozycję jest postrzegane jako bycie pantoflarzem, to tak- jestem nim! Szanuje zdanie mojej żony i decydując się na małżeństwo świadomie wybrałem drogę, którą kroczymy razem. Na tym to chyba polega, co?

I wiesz co, powiem ci coś jeszcze… Najbardziej docinają takimi tekstami właśnie takie osoby, które zazdroszczą ci tego życia. Takie, które też chcą mieć dla kogo żyć, takie, które też chcą dzielić swoje decyzje z drugą osobą, takie, które o tej żonie i dzieciach w rzeczywistości marzą. Takie, które też chcą być kiedyś tym przysłowiowym Pantoflarzem! 

I spokojnie, oni też usłyszą kiedyś to określenie z czyiś ust. I wiesz co? Będą się wtedy czuli najszczęśliwszymi facetami na świecie, tak jak ja!

 

  • Anna Kozakiewicz

    Mój mąż też nim jest i dobrze mu z tym 🙂

  • Jesteś facetem.. prawdziwym facetem.. nie pantoflarzem 🙂

  • Moj maz zawsze mowi do kolegow „musze pogadac z zona, bo ona ogarnia nasze prywatne plany”. I tak jest. Ja mam w kalendarzu zapisane wszystkie rzeczy typu wyjazd do tesciow, jego niedzielny paintball czy mojego fryzjera. Maz natomiast zajmuje sie planowaniem swoich zawodowych spraw, bo prowadzenie firmy nie jest zabawa. Jesli nawet jego koledzy sie smieja to ja nic o tym nie wiem, i on pewnie ma to gleboko 🙂 w koncu zyjemy razem, mamy rodzine i musimy, chcemy liczyc sie ze soba i swoimi planami 🙂

  • Prawdziwy facet pomaga żonie i liczy się z jej zdaniem. Słowo pantoflarz to taki relikt PRL-u gdy faceci w większości byli egoistami i nie przykładali się do pomocy w domu.