„DROGA MLECZNA”? JAKA DO CHOLERY DROGA MLECZNA?- KARMIENIE PIERSIĄ- MOJA HISTORIA

Zawsze zastanawiałam się skąd taki podział na mamy karmiące piersią a mamy karmiące butelką. Zastanawiałam się dlaczego ta kwestia wywołuje tak skrajne emocje, skąd się biorą wieczne porównania, skąd się bierze ta cała presja. Świat dzielił się na mamy zachwycone karmieniem piersią, swoją „drogą mleczną” a mamy, które zdecydowały się podać butelkę czyli te jakby gorsze. Zawsze powtarzałam sobie, że nigdy nie poruszę tego tematu na blogu ze swojej perspektywy.. Bo po co. Moja historia nie jest specjalnie wyjątkowa… 

A jednak.. dziś właśnie poruszę ten temat. Opowiem wam jak wyglądało moje karmienie przy Kindze i Weronice oraz jak wygląda to obecne.

Nigdy nie brałam udziału w żadnych rozmowach na ten temat. Nie poruszałam go na blogu, nigdy nie wypowiadałam się na żadnych forach internetowych, które ten temat dotykały. Karmienie piersią było dla mnie czymś tak zwyczajnym, tak pozbawionym tych wszystkich ochów i achów, ze bez sensu było opisywanie go z mojej perspektywy. Bardzo często czytałam jak kobiety pisały o swojej „drodze mlecznej”. A ja wtedy myślałam „jaka do cholery droga mleczna”?? Karmienie jak karmienie. Patrzyłam na piękne zdjęcia mam karmiących swoje pociechy i nigdy nie widziałam w nich czegoś nadzwyczajnego. A gdy pod takim zdjęciem zazwyczaj pojawiało się setki komentarzy z tymi właśnie ochami i achami nie wiedziałam co mam sama napisać…

Obie dziewczyny karmiłam piersią przez pół roku. Nie czuję się przez to ani lepszą ani gorszą mamą. W obu przypadkach nie było to dla mnie czymś nadzwyczajnym, wyjątkowym. No jasne, pierwsze przystawienie dziecka do piersi to niezapomniany moment w życiu kobiety. Owszem daje to poczucie jakiejś niesamowitej więzi z dzieckiem, nie powiem, że nie natomiast potem było dla mnie czymś tak naturalnym, normalnym jak inne czynności, które wykonuje się przy dzieciach. Po półrocznym karmieniu pokarm mi zanikł a ja zwyczajnie się z tym pogodziłam przechodząc na mleko modyfikowane. Zapewne mogłam walczyć ale bardziej denerwowałam się tym, że dziecko się nie najada niż tym, że brakuje mi pokarmu. Nie czułam presji, że muszę. Miałam przecież alternatywę. Kiedy pokarm się kończył a ja widziałam nienajedzone dziecko myśli skupiałam na tym aby je jednak nakarmić.

Z drugiej strony moje karmienie zarówno przy pierwszej jak i drugiej córce nie było dla mnie łaskawe. Wciąż miałam nadmiar pokarmu, które znacznie utrudniało mi codzienne funkcjonowanie. I o ile na początku dawałam radę to potem nie było już dobrze. Dziecko ssąc pierś stale się krztusiło co wprowadzało mnie w jeszcze większe zdenerwowanie. Nie myślałam wtedy o sobie ale o małej kruszynie, dla której oprócz ogromnego wysiłku karmienie było jeszcze czymś nieprzyjemnym, stresującym- z mojej perspektywy. Każde więc karmienie piersią było stresującym dla nas momentem. Dziewczyny wystarczająco najadały się z jednej piersi kiedy w drugiej miałam na tyle pokarmu, że zwyczajnie sprawiało mi to ból. Nie nadążałam nawet wymieniać wkładek laktacyjnych…Koniec końców dostałam zapalenia piersi. Ból był niesamowity. To jeszcze bardziej mnie zniechęcało choć z tyłu głowy zawsze miałam to, że dla dziecka pokarm matki będzie najlepszy.

Do tego wszystkiego nocne karmienie było jakimś koszmarem. Dziewczyny wstawały dosłownie co godzinę. Przykładane do piersi, ssały chwilę po czym ponownie zasypiały a to sprawiało, że za chwilę znowu się budziły bo były po prostu nienajedzone. Do tego wszystkiego tak częste przystawianie dziecka do piersi sprawiało, że pokarmu było jeszcze więcej… Fatalna sytuacja.

Kolejną nieprzyjemną sytuacją było dla mnie pojawianie się pierwszych zębów u dziewczynek. Karmienie sprawiało mi wtedy ogromny ból. Nie myślałam wtedy nawet nad maściami czy żelami, które mogły mi pomóc. Za każdym razem kiedy przystawiałam dziecko do piersi wiedziałam co mnie czeka. A to jeszcze bardziej mnie stresowało. Jak ja mogłam wtedy nazywać to „drogą mleczną”?? No nie mogłam.

Kiedy więc po półrocznym karmieniu pokarm zaczął zanikać nie walczyłam. Zdecydowałam się zakończyć je i spokojnie przejść na butelkę. Nie czułam się winna, nie czułam wyrzutów sumienia. Z butelką w końcu poczułam się jakoś lepiej. W końcu nie miałam wiecznie mokrych ubrań, w końcu dziecko nie krztusiło się przy karmieniu, w końcu się normalnie najadało, normalnie spało.

Dziś jest inaczej.

Po urodzeniu Dominiki pokarm pojawił się u mnie natychmiast, standardowo. Dziecko pięknie złapało pierś i pokazało odruch ssania. Po raz trzeci poczułam ten wyjątkowy moment. W szpitalu pięknie się najadała, pięknie spała. Super. Po powrocie do domu nasze karmienie również było bezproblemowe. Owszem znowu miałam mnóstwo pokarmu, mała najadała się wystarczająco z jednej piersi ale los postanowił to ustabilizować. Wynagrodzić mi jak ja to teraz mówię. Kiedy Dominika przespała dwie noce po 7 godzin pokarm totalnie się ustabilizował. Teraz je z obu piersi, pięknie się najada a ja nie walczę z wiecznym zakrztuszeniem czy wymianą wkładek co 5 minut. Totalnie czerpię teraz radość z tej czynności. Teraz ją rozumiem.

Dziś myślę też o tych momentach kiedy może być gorzej… kiedy może przyjść ból czy dyskomfort. Dziś wolę się zabezpieczyć. Pokażę wam więc cudowne produkty dla mam karmiących Multi MamMam dla was 3 produkty, które wspaniale dbają o mamy karmiące piersią. Są to żelowe kompresybalsam oraz lanolina.

Kompresy to kompleksowa pielęgnacja piersi karmiącej mamy. Bezpośrednio łagodzą podrażnienia sutków neutralizują szkodliwe mikroorganizmy, zapobiegają infekcjom a także wspomagają neutralne procesy gojenia.

Balsam to ziołowa pielęgnacja brodawek karmiącej mamy. Chroni delikatną skórę piersi przed i w trakcie karmienia, zapobiega pękaniu naskórka – skóra po nim staje się miękka, jędrna i zdrowa, zastępuje i uzupełnia naturalnie występujące w skórze lipidy tracone w trakcie karmienia, optymalizuje stan skóry.

Lanolina to produkt do pielęgnacji sutków mamy karmiącej. Chroni sutek przed karmieniem i w jego trakcie, zapobiega pękaniu naskórka, pozostawia skórę miękką, jędrną i zdrową. Zastępuje i uzupełnia naturalnie występujące w skórze lipidy tracone w trakcie karmienia piersią. Opiera się na starannie oczyszczonym, naturalnym tłuszczu z wełny.

Wszystkie produkty są godne polecania. Każdy jeden może ci pomóc i wesprzeć w tym ważnym dla nas momencie życia. Życia naszego dziecka. Dziś również nie mam parcia na karmienie piersią, nie stawiam sobie celu, który ma określić jak długo zamierzam karmić. Nie chcę czuć tej presji, przed którą stawiane są kobiety. Dziś, jak ktoś mnie pyta KARMISZ? Z dumą i radością odpowiadam TAK ale kiedy ktoś pyta mnie jak długo zamierzam karmić piersią odpowiadam NIE WIEM.

Bo zamierzam karmić tak długo ile będę mogła, tak długo jak będzie mi i mojemu dziecku z tym dobrze. Po prostu.

Produkty dla mam- multi-mam

Piżama do karmienia/ Pierwsze ubranko dla dziecka- TUTAJ

  • Ja karmilam 9 miesiecy, ale pokarm zaczal mi zanikac juz po 4 miesiacu. W kazdym razie ja walczylam, z wygody. Bo o ile fajniej bylo po prostu przystawic dziecko niz biegac po kuchni i robic mm. Natomiast tez nie robilam z samego kp zadnego wielkiego wow 🙂

    • To fakt, z jednej strony wygoda bo nie trzeba szukac butelki, mleka, wody… z drugiej te biustonosze, wkładki, wieczne rozbieranie się… właśnie wszystko ma swoje plusy i minusy 🙂

  • Ja karmiłam 10 dni, bo dłużej nie mogłam, ale z perspektywy czasu nie umiem się sobie nadziwić, że wtedy byłam tak przejęta tym tematem i zaszczuta przez położne.

    • No właśnie ta presja jest okropna. Ważne, że spróbowałaś. A decyzja o tym co dalej należy wyłącznie do mamy. No czasem i od losu oczywiście zależy.

  • ja córkę karmiłam pól roku, jak będzie teraz przy synku to się okaze,…
    mam te produkty są super

    • ja obie własnie pól roku a jak będzie teraz… poczekamy zobaczymy. Produkty rzeczywiście są bardzo chwalone wśród mam.

  • Divanaurlopie

    Ja karmiłam tylko miesiąc, było ciężko mi z wielu powodów. Po odstawieniu w końcu miałam przespane noce i najedzoną córkę!

    • No właśnie. Jestem zdania, że czasami takie rozwiązanie jest na prawdę dobre i dla mamy i dla dziecka. 🙂
      Pozdrawiam

  • Gosia

    Karmiłam jednego syna 6 miesięcy a drugiego ponad 30. I uważam, że dałam im to co najlepsze.
    Choć nie było łatwo. Nie rozumiem tych podziałów. To wybor mamy.

    • Też nie rozumiem. Nigdy nie czułam się lepsza od mamy, która karmiła miesiąc ani gorsza od mamy, która karmiła powiedzmy rok.
      Pozdrawiam serdecznie

  • fajna historia u mnie niestety przez wklęsłe sudki nie miałam typwego karmienia piersią ale kpl

  • Temat budzi skrajne emocje, bo jest kontrowersyjny. Z jednej strony karmienie naturalne jest niezastąpione, z drugiej, pojawiają się problemy laktacyjne, które zniechęcają, zwłaszcza, gdy nie wiesz gdzie szukać pomocy. Z trzeciej jeszcze są matki, które zwyczajnie nie chcą karmic piersią. Cóż, pierś należy do matki – jej decyzja.

    No i jest jeszcze temat mieszanek – reklamowane są jako alternatywa dla mleka matki, zastępczy sposób karmienia o tej samej wartości.

    Temat rzeka…

  • Aleksandra Kujałowicz

    Trzymam kciuki za Waszą drogę, niech będzie tak długa, jak będzie to dla Was najlepsze!

  • Mama Gadżet (Mamagadżet)

    Karmienie to sprawa indywidualna, kazda mama karmi ile chce i ile może. I nie ma podziałów na mamy lepsze i gorsze ze względu na sposób karmienia.

  • Najważniejsze to umieć złapać w tym wszystkim dystans. Najgorsze co może zrobić młoda mama, to dać sobie wmówić coś, przez co będzie robiła cokolwiek wbrew sobie. Jeśli sama czujesz, że robisz coś dobrze, to najprawdopodobniej tak właśnie jest 🙂

  • Też zwróciłam uwagę na te ochy i achy, dla Ciebie – karmiącej mamy to neutralne. Ja z zazdrością patrzyłam na takie mamy, bo niestety nam (mi i moim dzieciom) nie udało się karmienie bezpośrednio z piersi 🙁