MIASTO CZY WIEŚ?

Miasto czy wieś? Muszę przyznać, że wielokrotnie zastanawialiśmy się między działką na wsi a działką w mieście. I choć od zawsze marzyliśmy o działce pod miastem to potem mieliśmy różne pomysły, próbowaliśmy kombinować, staraliśmy się wybrać najlepszą opcję… Na jaką postawiliśmy już wiecie. Dziś jednak przyjrzymy się sprawie bliżej.

Działki na wsi zawsze korciły nas swoją ceną. Większe i tańsze, choć osobiście nigdy na wielkości za bardzo nam nie zależało bo wiecznie brakuje nam na wszystko czasu. Zawsze mówiliśmy, że 15 arów to dla nas już max. Teraz mamy 8. Nie zależało nam jednak aby spędzać 2 dni na odśnieżaniu posesji, 2 dni na koszeniu trawy, nie planujemy ogrodu, bo nie lubię takich prac, nie widzę się w nich. Wiecznie boję się robali… W wolnym czasie chcemy cieszyć się raczej sobą niż zajmować ogromnym trawnikiem.

Najważniejsze było dla nas to, że mieliśmy wspólną wizję takiej przyszłości i praktycznie takie same wymagania. To bardzo ważne kiedy patrzy się w tym samym kierunku. Nam zależy na tym aby mieć dom i kawałek swojej ziemi, na której dzieci będą mogły biegać boso po trawie, bawić się w piasku… Taki, na którym postawimy basen, rozstawimy leżaki, zrobimy grilla, wypijemy poranną kawę w piżamie. Zależało nam na działce blisko miasta. Blisko, tzn. na tyle aby nie być ograniczonym samochodami. Aby wszędzie móc sobie pójść na spokojnie piechotką, nie bać się puścić dzieci do szkoły czy dziadków. Pójść spokojnie na drinka ze znajomymi i spokojnie sobie wrócić. Zależy nam aby nie stać w korkach, nie martwić się wiecznymi dojazdami, dniami spędzonymi praktycznie w samochodzie. Nie chcę tracić czasu na dojazdy, na półgodzinne szykowanie się wcześniej, wiecznie, wszędzie.

Nie chcę ograniczać swoich dzieci ale nie chcę również być nimi ograniczona. Nie ma się co oszukiwać, z biegiem czasu nasze potrzeby będą rosły, każdy będzie miał swoje… swoje znajomości, swoje godziny szkoły, swoje przyjaźnie, swoją ochotę na wyjście na lody, na spacer, czy drinka. Przy większej rodzinie tym bardziej ma to dla mnie znaczenie. Chcę żeby każdy mógł mieć swoje życie. Chcę żeby dziecko z kluczem zawieszonym na szyi mogło sobie spokojnie wrócić ze szkoły do domu… nie czekając, nie być od kogoś uzależnionym. Chcę żeby nasze życie kręciło się tam gdzie nasi znajomi, nasza rodzina, nasi sąsiedzi. Chcę dla nich przyjaźni, nie na odległość. Nie chcę martwić się kilkudziesięcio minutowym odśnieżaniem podwórka. Zasypanymi śniegiem drogami, brakiem możliwości dojazdu do pracy czy szkoły. Nie chcę jechać pół godziny do sklepu, kiedy zabraknie mi mleka do kawy.

Jednocześnie było nam łatwiej podjąć taką decyzję bo widziałam też plusy i minusy mieszkania dalej od miasta, na wsi mojego brata i jego rodziny. Są zadowoleni ale widzę ich przeróżne na pozór tylko banalne dylematy, wątpliwości, to jak muszą się organizować żeby wszystko zgrać. Widzę ile kasy idzie na dojazdy, ile robi się dziennie kilometrów. A to dopiero początki. Tak, uważam, że decydując się na mieszkanie dalej musisz mieć kasę, sporo kasy. Dwa sprawne samochody to podstawa. Powroty po drinku poza tym miejscem wiążą się wtedy z taxi albo dobrym, trzeźwym znajomym, który cię odwiezie. Prace muszą zgrywać się jakoś ze szkołą czy zajęciami pozalekcyjnymi. A jak w grę wchodzi większa ilość dzieci niż jedno to jest jeszcze ciekawiej. Jasne, mają większą przestrzeń, bliżej las i pola. Mają więcej ciszy i spokoju i ciut mniej sąsiadów. Mogą posadzić sobie drzewka, zrobić duży ogród z warzywami i zapewne częściej będą mogli wyjść w przysłowiowych „gaciach” na podwórko.

Żadnych decyzji nie krytykuję. Pod lupę wzięłam jedynie NASZĄ decyzję, nasze wymagania, oczekiwania i możliwości. Tym wpisem nie chcę przekazać, że miasto jest lepsze od wsi, nie! Każdy ma jednak swoje marzenia, swoją wizję przyszłości i otoczenia, w którym chce przeżyć życie swoje i dać to życie swoim dzieciom. Wszystko zależy od waszych marzeń, waszej wizji, waszej mobilności, waszej gotowości do kompromisów czy poświęceń, waszego budżetu, rodzaju pracy jaką wykonujecie oraz ilości wolnego czasu! Bo oprócz tego CHCĘ czy MARZY MI SIĘ obok trwa życie- twoje i twojej rodziny, które od was WYMAGA, OCZEKUJE…

Cieszę się więc, że mogłam spojrzeć obiektywnie na wybór między wsią a miastem przed podjęciem ostatecznej decyzji. Miałam to porównanie, tą możliwość. Mieliśmy czas na rezygnację, na porzucenie swojej decyzji i jej zmianę. Ale dziś mam nadzieję, że wybraliśmy opcję najlepszą.

Wiem, że nasza walka o marzenia ma sens. I choć już na starcie zdajemy sobie sprawę, że nie będzie ona łatwa i prosta to podejmujemy to wyzwanie. Czy ja nie lubię wsi? Nie! Wręcz przeciwnie, uwielbiam. Od dziecka jeździliśmy na wieś, na wakacje do babci. Ta cisza, spokój to jest coś, czego w mieście nigdy nie uzyskamy. Ta wolność i życie, które płynie o wiele, wiele wolniej…

Ale… taka cisza i spokój marzy mi się kiedyś. I nie na stałe, nie na co dzień. Marzy mi się mały domek… ale nad morzem, jeziorem czy w górach. Wtedy właśnie z dala od zgiełku miasta, ludzi i marketów. Takie miejsce, w którym zajmiemy się sobą, rodziną, spędzimy cudne chwile, odpoczniemy, naładujemy baterie, będziemy blisko przyrody i jej pięknych widoków ale też takie, z którego wrócimy… do siebie.