ZAMIEŃMY SIĘ… ROLAMI. MĄŻ KONTRA ŻONA.

Jak w każdym, normalnym małżeństwie tak i u nas zdarzają się kłótnie. Większe czy mniejsze nieporozumienia, które koniec końców i tak trzeba wyjaśnić. U nas jest o tyle gorzej, że zarówno ja jak i moja żonka to dwa ogniste, uparte charaktery. Wystarczy, że jedno słowo powie któreś z nas za dużo i kłótnia gotowa. Posłuchajcie o co poszło tym razem…

Nie wiem od czego to się zaczęło ale ostatnio mocno spieraliśmy się o to, kto ma więcej obowiązków. Ja oczywiście trzymałem swoją stronę, żonka mocno zdziwiona… oszołomiona nawet wpadła w szał. Bo ja zamiast przytaknąć jej , że ma sporo na głowie twierdziłem, że i tak robię więcej.  Wtedy oznajmiła mi, że mimo, że w domu to pracuje na 10 etatów, co mocno… wyśmiałem. Dobra, niepotrzebnie ale zabrzmiało to dosyć  śmiesznie. Bo jak to, jest w domu, z dziećmi… jasne, nie jest tak, że nic nie robi, ba! Wiem, że robi każdego dnia dobrą robotę ale dziesięciu etatów nie przełknąłem…

Kiedy zobaczyła taką a nie inną reakcję szybko postawiła sprawę jasno.

„Kochanie, zbliża się twój urlop. Na dwa dni zamienimy się rolami.”  Nie mogłem odmówić. Musiałem jej udowodnić, że  bez mrugnięcia okiem świetnie sobie poradzę. Przez pierwsze dwa dni mojego urlopu (pierwszego zresztą od lat) miałem więc zostać „Panią Domu”, zajmując się przy tym również dziećmi.  Ja nie dam rady? Ja?

Pierwszy dzień zaczął się o 6.10. Weronika z miejsca postanowiła przetestować moją cierpliwość a ja podjąłem rękawice po cichu zazdroszcząc żonie bo smacznie spała sobie jeszcze w pokoju obok. Zaczęliśmy zabawę, do której o 7 dołączyła Kinga. Szybkie śniadanko dla wszystkich i moje babki najedzone. Po śniadaniu dałem Ewie czas na pracę przy komputerze. Ja w tym czasie postanowiłem zabrać dziewczynki na spacer połączony ze zrobieniem zakupów potrzebnych na resztę dnia.  W drodze powrotnej nie obyło się bez zahaczenia o plac zabaw. Nie powiem, wspólny czas minął nam naprawdę super. Po powrocie do domu oznajmiłem Ewie, że lecę zająć się obiadem i poprosiłem o zajęcie się w tym czasie dziećmi. Riposta była błyskawiczna. „ TY kochanie zajmiesz się dziećmi i ty zrobisz obiad- tak jak robię to ja- codziennie”. Miała rację. Dobra, ja nie dam rady? Zabrałem pod pachy dziewczynki i poszliśmy do kuchni. Weronika zajęła się marchewką, Kinga podawała warzywa do ścierania a Masterchef walczył z zupą i drugim daniem. Na koniec byłem szczerze z siebie dumny, żurek i zapiekanka z szynką „by Tatko”. Takiej samej dumy oczekiwałem od reszty mojej załogi, która nie wykazała aż takiej radochy jakiej się spodziewałem, teraz wiem, że specjalnie…

Mina jednak bardzo szybko mi zrzedła kiedy odwróciłem się i zobaczyłem jaka ilość naczyń czeka na zmywanie po moich kuchennych rewolucjach.  Kolejny raz musiałem podjąć wyzwanie. Po obiedzie pozmywałem i odkurzyłem dom, jak robi to… ona.  Popołudniowy spacer i zrobiło się już jakoś ciemno. Nadszedł wieczór.  Kąpiel dziewczynek, kolacja i usypianie dzieci.  Jakoś poszło, teraz tata ma czas dla siebie… Spojrzałem na zegarek i okazało się, że jest już 22. Nie poszło mi jednak tak dobrze jak myślałem.  Nie wiem jak ona to robi ale jak wracam z roboty po 21 to dzieciaki zazwyczaj już chrapią. Byłem padnięty. Na nic już nie miałem chęci. Poszedłem spać.

Drugi, tak, drugi i ostatni dzień zaczął się o 5:45. Wercia pełna energii, ja totalnie zaspany. Po nocnym wstawaniu do Weroniki nie było mi do śmiechu. Ale mus to mus. Wstajemy. Pilocik, Polo Tv i poranne tańce z Weroniką- ona to uwielbia! Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Słysząc muzykę przybiegły do nas pozostałe moje tancerki. I tak jak każda normalna rodzina ( 🙂 ) tańczyliśmy przy disco polo do 6. Ponowny rytuał: kawka ( nie taka ciepła jak zwykle), śniadanko ( zjedzone bardziej w biegu) i pora na dwór. Szybki spożywczy shopping, lody i spacer. To się nie zmieniło- czas z dziewczynkami zawsze jest świetny. Wróciliśmy. Uśpiłem Weronikę i zabrałem się za robienie obiadu, dziś szef kuchni poleca spaghetti i zupę, z wczoraj. Ale dziś postanowiłem zrobić jeszcze deser ( ciii.. babeczka z kubeczka, 5 minut i gotowy). Chwaliły 🙂 Po obiedzie spacer na działeczkę, zabawa i powrót do domu późnym popołudniem. Ewa pomagała, wiadomo. Dzieci nie dały jej odpocząć. Kąpiel, kolacja i usypianie dzieci. Dziś poszło nam zdecydowanie lepiej bo o 21 spały.  Postanowiłem więc, że wynagrodzę sobie te dwa dni i obejrzę w spokoju mecz. Niestety… mecz zakończył się w 52 minucie z powodu… zaśnięcia zainteresowanego…

Po dwóch, serio ciężkich dniach byłem z siebie bardzo dumny. Żona co prawda też. Mimo to przez dwa dni faktycznie nie motywowała mnie. Dała mi do zrozumienia, że ja przecież też nie zawsze ją chwalę, nie zawsze doceniam, mimo, że sam tego oczekiwałam po zrobieniu każdej rzeczy w domu czy przy dzieciach. Przyznaję, było ciężko. Po dwóch dniach miałem dość, wszystkiego. Tego latania, robienia wszystkiego w biegu, obserwowania wszystkiego dookoła, wstawania do dzieci, szykowania, podawania, sprzątania.

Już teraz wiem ile ciężkiej pracy wkładasz w każdy dzień, w każdą czynność, w każdą chwilę. Dodatkowo prowadzisz bloga! Poddaję się i przyznaję, że masz więcej obowiązków ode mnie, zdecydowanie. Przyznaje, nie dałby rady tak codziennie. Doceniam, przepraszam i będę pamiętać. Dwa takie dni a dały nam naprawdę ogromnego kopa. Wygrałaś, ale przyznaj… żurek smakował, prawda? 

2

DSC_0265

4

3

1

6

 

  • O tak! Sama pracuje w domu i wiem jak ciężko czasami ze wszystkim się wyrobić a jeszxze nie mam dzieci ! Fajnie ze w końcu męskim głosem zabrzmiało to ze w domu to jest naprawdę ciężko praca!

  • Wspaniały pomysł z tą zamianą, nie zawsze do końca zdajemy sobie sprawę, co tak dokładnie robi nasz partner, jakie ma obowiązki, mnóstwo większych i drobnych czynności, które w błyskawicznie pochłaniają czas i energię, taka zamiana pozwala na dostrzeżenie, choć części tego i cementuje związek oparty m.in. także na szacunku. 🙂

  • Ha,ha! Fajny post, szczególnie jeśli czyta się go z perspektywy „siedzącej” w domu i prowadzącej bloga żony i mamy.

  • Super pomysł 🙂 Sama mam ochotę czasem zamienić się z mężem!!!!!

  • Co prawda nie mam dzieci (jeszcze), ale mam trojkę siostrzeńców. Nie raz zdarzało mi się zostawać sam na sam z dwójką małych dzieci. Zazwyczaj na kilka godzin, czasem, a i tak to wystarczyło mi to żeby paść wykończona. Podziwiam wszystkie mamy! 🙂

  • Pełen szacun! po pierwsze za podjęcie wyzwania, po drugie za szczerą relację z tego jak Ci poszło!

  • Arta

    + pranie, prasowanie, mycie podłogi, mycie łazienek, wycieranie kurzy, dbanie o zwierzęta jeśli się ma, zadbanie o siebie itd ;D zawsze sie coś znajdzie do roboty!