21/03/2019

Ewa

Kominek? Po co Ci kotłownia w salonie? czyli dlaczego w życiu wolę żałować niż…

Kominek? Po co Ci kotłownia w salonie? czyli dlaczego w życiu wolę żałować niż…

Od kilku dni ostro walczymy z kominkiem w salonie. Po raz kolejny nasz Tatko okazał się bohaterem domu i samodzielnie wykonał to dzieło! Wciąż jestem pod wrażeniem tego jak dużo robi w domu, jak się stara, jak próbuje, ile rzeczy zrobił do tej pory sam! Kiedy pochwalił się pierwszymi efektami na jego skrzynkę wpłynęło dziesiątki wiadomości typu „kominek, po co wam kotłownia w salonie?”, „kominek? sam syf, nigdy bym nie zrobiła”, „kominek? nie rozumiem fenomenu posiadania” I wiesz co? Wcale nie musisz bo ja zdecydowanie wolę żałować niż nie mieć tego o czym latami marzyłam!

Kiedy na drugi dzień opowiedziałam o swoim stanowisku dotyczącym tego tematu wasz odzew znowu był niesamowity. Tym razem wszystkie wiadomości, które dostaliśmy w 100% popierały to, o czym mówiłam na instastory. Dziesiątki zachwyconych swoimi kominkami a i decyzją o jego posiadaniu ludzi, którzy myślą dokładnie tak jak ja!

Rozumiem obie strony i szanuję zdanie każdego, kto w normalny sposób chce ci coś poradzić, coś chce ci odradzić bo ma doświadczenie w temacie, do czegoś przekonać bo ma konkret argumenty…


Z drugiej strony dobrze wiecie jak to jest ze mną- ja wolę żałować, serio, niż nie zaryzykować, niż nie podążać za marzeniami.


Może kiedyś przyznam tamtym rację, powiem, że kominek był złą decyzją ale zawsze, ZAWSZE będę wiedziała, że jest to konsekwencją mojej decyzji. Nie kogoś innego.

Dziś chcę się cieszyć spełniającym się, kolejnym małym-wielkim marzeniem. Dziś nie wyobrażam sobie domu bez kominka, bez tego nastroju, bez tego widoku, bez tego ciepła. Tak, nie wyobrażam sobie bez tego pyłu, kurzu, brudu, którego jeszcze nie doświadczyłam ale już teraz zdaję sobie sprawę z tego, że będę miała z tym do czynienia. I choćbym miała rozpalić go dwa razy do roku, to chcę go mieć. Po prostu.

Podczas całej budowy domu słyszałam dziesiątki różnych rad i wskazówek, które były sprzeczne z naszym myśleniem. Przed budową straszyli, że nie damy rady się pobudować. Kiedy stały mury, mówiono „ach, ile jeszcze przed wami”, kiedy był dach mówiono „co to dach, zobaczysz potem”, potem temat instalacji, następnie wykończeniówka, która podobno wykańcza nas samych. A jednak dajemy radę! Bez rozwodów, zbędnej spiny i presji, przed którą każdy nas przestrzegał, a której nie doświadczyliśmy do tej pory. Teraz słyszymy Kominek? Po co wam kotłownia w salonie? Kolor? Ograniczy was. Beton? Nie moje klimaty. Drewno? Porażka. Czarna ściana? Za ciemno. I tak bez końca.

Dziś wiem dlaczego wielu ludzi kojarzy budowę domu z ciągłymi kombinacjami, pomyłkami, zmianami i decyzjami, których się żałuje. W większości sytuacji jest tak dlatego, że ludzie słuchają innych- dziesiątki spływających rad do głowy, które nie zawsze są pokryte argumentami. Nie dogodzisz każdemu! Nigdy nie zrobisz tak żeby odpowiadało wszystkim. Nie dogodzisz światu.

Zrozumienie faktu, że budowa Twojego domu to budowa TWOJEGO domu to podstawa. Z tego miejsca dziękuję wszystkim tym, którzy chwalili nasze pomysły, którym się one podobały ale również tym, którzy je chwalili podkreślając, że nie są w ich stylu. To dla mnie największa wartość! Od początku miałam pomysł na każdy, najmniejszy nawet detal w naszym domu. Od początku wiedziałam co chcę w nim mieć, na co chcę postawić, jakie kolory chcę mieć tu obecne, jakie materiały chcę zastosować…

Radość z rzeczy małych, której de facto nauczyłam się po wielu latach tylko wspiera i pomaga mi na każdym etapie budowy ale i w życiu, na co dzień. Cieszymy się każdym, najmniejszym sukcesem, zmianą, krokiem w przód. Jeśli coś idzie nie tak, cieszymy się punktem, w którym już się znaleźliśmy. To znacznie ułatwia wyjście z dołka.

Mam w sobie tą zaletę, tak uważam, że to wielka zaleta, że mocno pilnuję tego w co wierzę, czego chcę, czego nie, co mi się podoba, co nie. Może to nazywa się świadomość samego siebie? nie wiem… Są takie rzeczy, do których nikt mnie nie przekona mimo wielu starań, są takie rzeczy, do których nikt mnie nie zmusi albo takie, od których nikt mnie nie zdoła odciągnąć. W większości sytuacji chwale to sobie mocno. Nie oznacza to, że nie słucham rad, wskazówek… Nie oznacza to, że nie popełniam błędów albo że nie żałuję swoich decyzji. Ale ja wolę żałować niż czegoś nie zrobić, niż nie zaryzykować, niż nie zrobić, niż nie spróbować… wolę zgonić na siebie. Wolę sama ponieść konsekwencje. Wtedy nie mogę mieć do nikogo pretensji. I wcale nie mówię, że jest tak zawsze bo ZAWSZE to wolę posłuchać mądrzejszych od siebie. Jeśli ktoś się na czymś zna, ma w czymś doświadczenie, jest specjalistą w swojej dziedzinie to taki ktoś to złoto! Mówię tu o kwestiach prostszych, codziennych, takich, w których ludzie boją się podjąć decyzję bo boją się brać za nią odpowiedzialność. Albo chcę dogodzić komuś, nie sobie…

Tworzenie własnej przestrzeni to dla mnie wielkie spełnienie marzeń. Oprócz tego, że uwielbiam wnętrzarskie zmiany, szukanie nowości, gadżetów, dodatków, bawienie się kolorami a i trochę mam uważam do tego smykałkę, to jest to dla mnie tak waży etap w życiu naszej rodziny, że szkoda mi czasu na zastanawianie się „kurczę, a może za 30 lat będę tego żałować?”. Oooo to tak jak ze schodkiem w kuchni! Kiedyś ktoś napisał mi „po co wam ten schodek w kuchni? przecież na starość to będzie niebezpieczne!” Myśleliśmy, że padniemy ze śmiechu! Starość? Ludzie, mam trochę ponad 30 lat, urządzam dom teraz- dla siebie, dla męża, dla dzieci. Teraz mam myśleć o tym, że na starość zahaczę laską o ten schodek? Może zahaczę, może będę żałować a może… na starość będę mieszkała na drugim końcu świata? Kto wie 🙂

Dziś wolę mieć, wolę zaryzykować, wolę spróbować, wolę się zwyczajnie sama o czymś przekonać. I dotyczy to zarówno kominka jak i tysiąca spraw w moim życiu. Dziś wiem, że za jakiś czas wolę czegoś żałować niż tego teraz nie zrobić.

Dziś cieszę się tym kominkiem jak cholera! Dziś marzę o wolnym wieczorze u boku męża, kieliszku dobrego wina i gapieniu się w ten wspaniały ogień… którym w sumie mogę się kiedyś poparzyć…. prawda? 🙂

budowa domu dom w zdrojówkach kominek lifestyle nasz dom rodzice w sieci budują dom rodzice w sieci urządzają dom

Zobacz również

O nas

Witaj na najpopularniejszym blogu rodzinnym na Lubelszczyźnie.
Nasz blog to lifestylowy blog rodziny wielodzietnej, która pewnego dnia postanowiła spełnić swoje marzenia a to miejsce ma być początkiem tej niesamowitej historii...
Witaj na blogu Ewy, Łukasza, Kingi, Weroniki i Dominiki - rodziny, która dzięki temu miejscu odkryła wspólne pasje i zainteresowania.

Scroll Up