HISTORIA NASZEJ ZNAJOMOŚCI, KTÓREJ NIE DAWAŁAM SZANS.

Wiele razy zadawaliście pytania dotyczące naszego związku.. Tego jak się poznaliśmy, co sprawiło, że daliśmy sobie szansę. Kiedy, jak i gdzie. Trochę zwlekałam z tym wpisem ale kiedy wczoraj chciałam dać nasze zdjęcie z krótkim tego opisem pomyślałam, że to dobry moment żeby o tym napisać na blogu.

Jesteśmy ze sobą już 13 lat! Kurczę, 13 lat… Za sobą mamy też już 7 lat małżeństwa. Wiecie, że jestem z Łukaszem od 18 roku życia?? To na prawdę niezły kawał czasu. Poza tym słuchajcie… mieliśmy wtedy po 18, 19 lat… Co my wtedy o życiu wiedzieliśmy, jak sobie wtedy wyobrażaliśmy swoją przyszłość?

Żyło się chwilą.. Ciągle w biegu, ciągle coś się działo.. Jedne miłości przychodziły, inne odchodziły. Na tygodniu szkoła, w weekendy imprezy.. Matko ale to były mega fajne czasy. Każdy weekend balowało się do białego rana… Wyjazdy ze znajomymi, szalone, spontaniczne akcje- czad. Ile wtedy się działo… Ile w głowie zostało wspomnień z tamtych dni. Do tej pory wspominam ten czas i uważam, że to były najlepsze lata i najlepsze przygody jakie w życiu przeżyłam! O szczegółach nie będę się rozpisywała bo wiecie… jeszcze dzieci za kilka lat przeczytają.. a to nie dla dzieci historie 🙂

W takim razie jak my wpadliśmy na siebie?

Chodziliśmy do jednej szkoły. Łukasz wypatrzył mnie gdzieś na korytarzu… Ja zupełnie nie zwracałam wtedy na niego uwagi. W pewnym momencie zaczęłam go zauważać. Co raz częściej mijałam na korytarzu tego samego faceta. Faceta? Chłopaka.. Łysego chłopaka, w szerokich spodniach. Zawsze uśmiechnięty, zawsze otoczony całą masą kolegów- dusza towarzystwa. Taki niegrzeczny trochę chłopak.

Nie brałam go jednak pod uwagę jeśli chodzi o kwestie kandydata na chłopaka.Nawet nie patrzyłam na niego w tych kategoriach. Miałam zresztą wtedy inną miłość w głowie. Taką, która nie miała przyszłości.. nie mogła się udać. Miałam też inne towarzystwo, nie szukałam więc innych opcji na spędzanie wolnego czasu. Bo zawsze miałam i z kim, i gdzie, i kiedy.

W jesienno-zimowe weekendy odbywały się u nas mecze piłki nożnej tzw. halówka. Zawsze ze swoją przyjaciółką chodziłyśmy tam i oglądałyśmy wybrane mecze. Tak się złożyło, że grała tam również drużyna Łukasza. Pewnego razu kiedy wychodziłyśmy z hali, ktoś złapał mnie za kaptur i pociągnął do tyłu. Wiecie o co mnie zapytał?

Nie, nie o randkę. Nie mogło być tak standardowo przecież. Łysy chłopak w szerokich spodniach i mega charakterystycznej, niebieskiej kurtce moro zapytał mnie czy pójdę z nim na studniówkę! Kurczę, przecież ja go praktycznie widzę pierwszy raz na oczy a on wypalił z takim pytaniem?? Z drugiej strony… Tak mnie bajerował, tak słodził, był tak sympatyczny, że najpierw postanowiłam pójść z nim jednak na tą randkę a potem dopiero mogłam mu dać odpowiedź.

Nie dawałam szans ten znajomości. Łukasz zupełnie nie był w moim typie. Zresztą, ja miałam swoje towarzystwo, nie chciało mi się zaczynać czegoś co z góry przekreślałam. Ale wiecie jak to jest.. im więcej razy ja odmawiałam tym on bardziej chciał. Na pierwszej randce było spoko. Tylko, że ja nadal patrzyłam na niego w kategoriach ” fajny, miły chłopak”. Nie szukałam okazji do następnych spotkań. On za to nie dawał za wygraną. Wciąż zaczepiał, wciąż zapraszał do baru, na spacery… W końcu wymieniliśmy się telefonami. Kurczę Wtedy jeszcze gadu-gadu było! I tak zaczęły się rozmowy, smsy, telefony. On nakręcał się co raz bardziej a ja stale nie wiedziałam jak zakończyć tą znajomość.

Nie wiem komu bardziej na złość, czy samej sobie czy jego byłej zgodziłam się jednak pójść na tą studniówkę. Wtedy sama nie wiedziałam jeszcze po co w ogóle to robię. Łukasz na studniówce był fantastyczny. Wiedział jak się ma zachować, poznał mnie ze swoimi znajomymi, na maxa dbał żebym nie czuła się niekomfortowo w ich towarzystwie. Urzekał mnie swoją opiekuńczością. Myślałam, że takich facetów już nie ma… Zabawa była mega udana a my lekko zbliżyliśmy się do siebie. Wiecie, że ja zaraz po nim miałam swoją studniówkę i mimo to, że nie miałam stałego chłopaka to go nie zaprosiłam? Do tej pory mi to wypomina. A w sumie mogłam 🙂

Tym sposobem po studniówce Łukasz był jeszcze bardziej nakręcony. Mimo, że ja wciąż nie widziałam się w roli jego dziewczyny spotykaliśmy się po tym dość regularnie. On angażował się co raz bardziej a ja miałam stale wyrzuty sumienia, że robię mu niepotrzebne nadzieje. Mimo to nie umiałam tego zakończyć choć tak jak pisałam w głowie miałam kogoś zupełnie innego niż on.

Tym sposobem spotykaliśmy się tak 7 miesięcy. Dziś jak to wspominamy to serio podziwiam go, że wtedy sobie nie odpuścił! Ale on był uparty, nie dawał za wygraną. Jak mówi, mocno zawróciłam mu w głowie. A wiecie… faceci są uparci. Lubią chyba niedostępne kobiety 🙂

Gdybym miała opisać po kolei jak wyglądał ten czas to życia chyba by mi nie starczyło. Był to czas wielu przeżyć, wielu emocji, szczęścia, łez, rozgoryczenia, żalu… Powoli zdawałam sobie sprawę, że moje uczucie, które nie dotyczyło Łukasza nie ma racji bytu.

A on był.. zawsze. Zawsze pełny energii. Mega pozytywny. Zawsze dbał, komplementował. Przeżyliśmy w tym czasie mnóstwo fantastycznych przygód. Ile wspólnych zabaw przeżytych, ile imprez, ile wspólnie wypitego wina i przebytych za rękę kilometrów było..Ile rozmów, ile kłótni i godzenia…tego nikt nie zliczy.

Po 7 miesiącach Łukasz powiedział jednak STOP. Nie chciał inwestować swoich uczuć w kogoś kto mimo tego wszystkiego wciąż nie dawał mu szans na normalny związek. Kiedy odprowadził mnie w zimowy wieczór do domu, zapytał na koniec co z tego będzie, jak ja to widzę, czy nadal ma BYĆ. Czułam, że to najwyższy moment na podjęcie decyzji. Nie zasługiwał na wieczne czekanie. Zaskoczył mnie tym, że w końcu postawił ultimatum. Nawet mi tym zaimponował. I choć z jednej strony nie chciałam tego związku to z drugiej szkoda mi było zwyczajnie odpuścić, stracić to co przez ten czas razem tworzyliśmy. A bez wątpienia stał się dla mnie kimś ważnym.

Nieśmiało i niepewnie odpowiedziałam mu, że możemy spróbować choć już w chwili kiedy to mówiłam żałowałam tej decyzji. Byłam przekonana, że to droga donikąd. W pewnym sensie byłam nawet egoistką. Nie chciałam stracić ani jego ani szansy na moje uczucia. Od tego momentu zmieniło się jednak wszystko. Oficjalnie byliśmy parą.

Nasz związek to jedna wielka burzliwa przygoda. Zawsze śmiejemy się, że więcej razy pokłóciliśmy się niż godziliśmy. Stale ze sobą zrywaliśmy a potem wracaliśmy do siebie jakbyśmy nie mogli bez siebie żyć. W końcu poczułam, że zbudowaliśmy to uczucie, na którym tak zależało Łukaszowi od początku. W końcu czułam się sama ze sobą dobrze. W końcu poczułam się zakochana. I to był właśnie moment przełomowy.

Wiecie, ten post nie może być ani poważny ani zbyt śmieszny. Wtedy to były dla nas mega ważne sprawy, mega ważne uczucia. Każda taka sytuacja, każda rozmowa, każdy sms miał dla nas znaczenie. Dziś mam 31 lat i śmieję się trochę z tej historii nastolatków.. Czy można poważnie pisać o uczuciach nastolatków, kiedy my wcale poważni nie byliśmy?

Dziś jednak wiem, że tamta decyzja była najlepszą decyzją w moim życiu. Co by było gdybym wtedy nie spróbowała? Dziś z tym upartym chłopakiem zbudowaliśmy szczęśliwą rodzinę. Dziś nadal patrzymy w swoje oczy i czujemy się w sobie zakochani. Dziś cieszę się, że Łukasz nie odpuścił a ja właśnie wręcz przeciwnie- pewne sprawy odpuściłam. Dziś cieszę się, że daliśmy sobie szansę bo teraz mija nam 13 lat odkąd idziemy razem przez świat. Wciąż zakochani i w siebie wpatrzeni… tylko on już nie w spodniach szerokich a ja już nie taka niedostępna.

 

  • Niko Nikodem Sadlowski Sadłows

    Piękny wpis. Naprawdę mega. Przypomniały mi się czasy do których sam dawno nie sięgałem. Pozdrawiam i gratuluje

  • Przede wszystkim wszystkiego najlepszego! 13 lat wow! to szmat czasu 🙂 Doskonale Cię rozumiem 🙂 Też kompletnie nie dawałam nam szans 🙂

  • tak to jest – jedna z pozoru nieważna decyzja czy rzecz, tak naprawdę wpływa na nasze całe życie 🙂

  • Beauty Follower

    I am curious to see the progress of the house!

    My new blog…
    https://dinamighty.com/