18/09/2017

Ewa

CO BY BYŁO GDYBY…- CZYLI O TYM CO NAM DAJE WSPÓLNE BLOGOWANIE

CO BY BYŁO GDYBY…- CZYLI O TYM CO NAM DAJE WSPÓLNE BLOGOWANIE

Dziś opowiemy wam o tym, co nam daje całe to blogowanie. Czy blogowanie to zajęcie dla każdego? Czy jest to wyłącznie strata czasu? A może największa przygoda naszego życia? Zobaczcie sami.

Nasza przygoda z blogowaniem zaczęła się hmm.. 6 lat temu! Wtedy nie wiedziałam jeszcze czym jest blogowanie, jakimi zasadami się kieruje BA! Ja nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego jak blogosfera. Znalazłam w internecie kilka „pamiętniczków”, jeden blog Maffashion i stwierdziłam, że fajna to jest sprawa. Coś tam sobie piszesz, dajesz jakąś fotę, kilka osób pisze ci komentarze do wpisów a jak zrobi się ich pod wpisem kilkanaście to już jest wielkie WOW. Tyle mi wystarczyło. Miałam co robić w wolnej chwili kiedy zaszłam w pierwszą ciążę z Kingą spędzając tym samym więcej czasu w domu.

Zdjęcia dawałam bez twarzy bo tak robiła większość. Chyba się wstydzili, więc i ja nie wychylałam się poza ten schemat. Zakładałam na siebie jakieś jeansy, sweterek, do tego torebka i już była fotka na bloga szafiarskiego. Jejku, teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko śmiać się z tej całej sytuacji. Łukasz natomiast nie bardzo to czaił. Robił mi te zdjęcia, czasem słuchał jak podniecałam się każdą nową osobą, która do mnie zajrzała. Wtedy jeszcze nie wiedziałam nawet, że robi się coś takiego jak fanpage. Nieźle, co? I tak to sobie leciało. Potem angażowałam się co raz bardziej… i bardziej. Co raz częściej robiliśmy zdjęcia- takie już nie na balkonie a i z twarzą nawet były. Po jakimś czasie spadające na mnie „dary losu” motywowały jeszcze bardziej.Bo jak to? Dostajesz coś „za darmo”!

I tak powstał wpis za wpisem.

Minęło sporo czasu zanim zrozumiałam o co w tym chodzi. Po urodzeniu Kingi pisząc o tematach bardziej związanych już z parentingiem dowiedziałam się, że coś takiego jak Blogi Parentingowe w ogóle istnieje. Wtedy wkręciłam się na maxa. Zaczęłam je czytać, oglądać… choć mój blog nadal był jeszcze szafiarski.

W drugiej ciąży zrozumiałam, że to nie „moda” a właśnie rodzicielstwo jest tym tematem, który najbardziej mnie inspiruje i motywuje. Mój blog przeszedł ogromną metamorfozę. Zmieniłam w nim dosłownie wszystko. Czytelnicy mówili, że to już ryzyko. Ale ja to ryzyko chciałam podjąć. Przeszłam na swoją domenę, zmieniłam nazwę bloga, nawet fanpage musiałam zakładać od nowa. Jedni wtedy odeszli, inni zostali ale tych przybywających, nowych było z dnia na dzień co raz więcej. Moje współprace motywowały mnie zaś co raz to do nowych działań. Dawały kopa. A ja z każdym dniem miałam nowe pomysły na wpisy i zdjęcia. Z każdym miesiącem chciałam dawać z siebie więcej. Czułam, że znalazłam swoją przestrzeń, której tak mocno do tej pory mi brakowało. Miejsce, w którym mogłam się realizować, realizować swoje pasje.

Doszliśmy do momentu, w którym chciałam być w tym wszystkim zbyt perfekcyjna. Zdarzało się, że dzień po dniu jechaliśmy dziesiątki kilometrów by zrobić ciekawą sesję do jednego wpisu. Kiedy wracaliśmy a efekt mnie nie satysfakcjonował pokonywaliśmy tą samą trasę kolejnego dnia… To był ten punkt, w którym zaświeciło mi się czerwone światełko. Im bardziej chciałam tym mniej robiłam. Bo zawsze czegoś mi brakowało, bo zawsze wydawało mi się, że mogę to zrobić lepiej, fajniej, ciekawiej. Myślę, że i Łukasza mogło to wtedy męczyć. Kłótnie o to, że coś źle wyszło były wtedy co raz częstsze.

Do tego te wszystkie piękne blogi, piękne wnętrza, domy, gadżety dziecięce… wszędzie idealne instagramy przedstawiające idealne życie, z idealnym śniadaniem, obiadem i kolacją… z dziećmi ubranymi w najdroższe marki bawiącymi się najdroższymi zabawkami…. Człowiek popadał w kompleksy. Bo co? My… na stancji. W mieszkaniu ze strzykającym i porysowanym parkietem, z korkiem na przedpokoju i kuchni.. takiej nieinstagramowej. Z bałaganem w tle. Kto by to oglądał…

W pewnym momencie stanęłam w miejscu zadając sobie pytanie czy dalej to robić czy zamknąć stronę, która nie przynosiła mi zadowalających efektów. Wtedy też postanowiliśmy na nowo stworzyć koncepcję tego bloga. Wtedy również dołączył do mnie Łukasz. Nie robił już tylko zdjęć. Postanowił się udzielać, tworzyć to miejsce wraz ze mną. Po długich rozmowach doszliśmy do tego do czego nie udawało nam się dojść przez poprzednie lata.

Zrozumieliśmy, że tematyka siedzi w nas samych. Zrozumieliśmy co chcemy przekazać tworząc to miejsce, co chcemy osiągnąć, jaką historię wam opowiedzieć… do pięknych wnętrz, ładnie wyglądających śniadań i ciekawych podróży dojdziemy ale powoli- bo sami musimy sobie na to jeszcze zapracować.

Poznaliśmy blogosferę, zaczęliśmy szkolenia, jeździliśmy na konferencje dla blogerów- zrozumieliśmy jej sens. Każdy nasz nowy wpis przynosił nam co raz więcej radości i satysfakcji. Każdy motywował do dalszego działania. Blogowanie totalnie wpisało się w naszą codzienność. Nie robiliśmy i nie robimy już nic na siłę. Wszystko przychodzi nam tak naturalnie. Teraz jest nam z tym miejscem tak dobrze. Tak na prawdę nie wyobrażamy sobie teraz naszego życia bez tego miejsca, bez tych ludzi, którzy codziennie nas odwiedzają, piszą do nas, zwierzają się nam, dyskutują, komentują, wspierają, motywują…

Ciągle powtarzamy, że w swoim blogowaniu popełniliśmy wszystkie możliwe błędy. Ale wiecie co? Żadnego z nich nie żałuję. Każdy jeden nauczył mnie czegoś. Każdy z nich miałam możliwość naprawić. Z każdego mogliśmy wyciągnąć naukę na przyszłość. Bez nich nie byłoby nas teraz tutaj.

Dzięki blogowaniu odkryliśmy wspólne pasje. Wciąż chcemy się rozwijać, wciąż potrzebujemy nowych bodźców. Kiedyś tego nie było. Żyliśmy jak każda przeciętna rodzina. Bez fajerwerków. Bez chęci przygody albo bez wiary, ze taka w ogólne może nam się przydarzyć. Bez większych marzeń i wiary w to, że kiedyś wszystkie je spełnimy. Dziś sięgamy wyżej, dziś wierzymy, że możemy więcej. Blogowanie dało nam wiele możliwości rozwoju, dało nam wspaniałe internetowe znajomości, pokazało cele i marzenia, o które warto walczyć. Dziś nie mamy czasu na to aby narzekać. Dziś to my możemy motywować i skłaniać innych do zmian i wiary we własne marzenia. Blogowanie pokazało nam wiele dróg rozwoju. Uświadomiło nam, że każdy przeciętny człowiek może żyć właśnie tak jak sobie tylko to życie wymarzy. Czy to mało?

Uwielbiam obserwować blogosferę. Tych, ludzi, którzy dzięki swoim miejscom w sieci realizują swoje największe pasje, marzenia, cele. Którzy nie boją się pokazać jak żyją. Którzy pokazują drogę jaką przeszli aby być właśnie w tym miejscu, w którym są. Obserwuję jak motywują tysiące osób będąc tym samym dla mnie ogromną inspiracją. To tacy ludzie jak ty czy ja. Ale też tacy, którzy nie bali się zrobić coś więcej, nie bali się zaryzykować. tacy, którzy nie wstydzą się już swoich marzeń bo mówią o nich głośno i wprost.

Dziś wiem, że gdyby nie nasz blog wielu przygód zwyczajnie byśmy nie przeżyli. Nie poznalibyśmy pewnych osób. Nie odkrylibyśmy wspólnych zainteresowań i pasji, które jeszcze bardziej scaliły nasz związek. Stojąc w miejscu balibyśmy się marzyć. Nasze życie w żaden sposób nie byłoby wyjątkowe. Nie odwiedzilibyśmy wielu ciekawych miejsc, nie doświadczyli wielu cudownych, rodzinnych chwil. To niesamowite, jak taka strona, taka pasja może zmienić wiele w naszym życiu. Znaleźliśmy swoją drogę, której długo znaleźć nie mogliśmy. Drogę, która otwiera przed naszą rodziną ogrom możliwości. 

*Zdjęcia z wizyty w Polskie radio Lublin. To jedna z tych chwil, która była nam dana przeżyć właśnie dzięki temu miejscu. Prowadziliśmy wtedy audycję „My rodzice”, w której opowiadaliśmy między innymi o tym, o czym piszę w dzisiejszym wpisie. Gdyby nie ono nie byłoby nas tam, nie przeżylibyśmy tej przygody.

 

blog blogowanie lublin radio radio lublin

Zobacz rownież

O nas

Witaj na najpopularniejszym blogu rodzinnym na Lubelszczyźnie.
Nasz blog to lifestylowy blog rodziny wielodzietnej, która pewnego dnia postanowiła spełnić swoje marzenia a to miejsce ma być początkiem tej niesamowitej historii...
Witaj na blogu Ewy, Łukasza, Kingi, Weroniki i Dominiki - rodziny, która dzięki temu miejscu odkryła wspólne pasje i zainteresowania.

  • Właśnie dzisiaj na moim blogu pojawił się pierwszy tekst napisany przez mojego męża. Ciagle namawiam go do wspólnego pisania i mam nadzieję, że w końcu da się przekonać.

  • Polskie Radio Lublin też tam byłam 🙂

  • Czytając ten wpis mimowolnie uśmiechałam się pod nosem, bo wiele z opisanych sytuacji wlasnie przeżywam. Moja blogowa historia trwa 11 miesięcy i ciągle zaskakuje mnie to, czego dowiaduję się o blogowaniu.
    Trzymam za Was kciuki i życzę dalszych sukcesów 😉